| gawędy 1-4 | gawędy 5-8 | list 1 | list 2 | list 3 | list 4 | list 5 | list 6 | list 7 | list 8 | list 9 | list 10 | list 11 | list 12 | list 13 | list 14 |
list 15 |

Czarnucha list z Witnicy marcowy



wersja do druku

marzec 2003

Pyta mnie Andrzej Brazylijski w swym bloku 18 czy "opisuję także drogowskazy wirtualne", trzy bloki wcześniej prowokując tezą, że Gombrowicz, którego nazwałem w liście wysłanym na antypody duchowym mistrzem mego "wieku ... klęski," nie jest jego drogowskazem - co przyznam się - było dla mnie zaskoczeniem. Wciąż bowiem oczyma duszy widziałem mego Korespondenta duchowym krewnym pisarza w jego zmaganiach się z ojczyzną, a tu klops ! W poszukiwaniu argumentów dla zrozumienia tej niespodziewajki pamięć przywołała "młodość górną..." kiedy to podczas naszych wspólnych dysput wiedzionych przez humanistów z adeptami dyscypliny uprawianej przez lwowsko-wrocławskie wtajemniczenie matematyków, natrafialiśmy na niekończące się kłopoty w dochodzeniu do wspólnych konkluzji zarówno w odniesieniu do opisu świata jak i środków łatania jego dziur. Przejaw wpływu mechanizmu pełnienia społecznej roli? Przeciwstawne paradygmaty zdeterminowane genami, środowiskiem i wolnymi wyborami ?

Witold Gombrowicz w mym prywatnym rankingu zajmuje pierwszą pozycję wśród polskich pisarzy. Jednak nie jako twórca literackiej fikcji, ale jako autor "Dzienników". Nawet przy założeniu - jak chcą niektórzy- że i tu jest także sporo fikcji. Jeżeli tak jest w istocie, to taka literacka fikcja jest mi bardzo bliska, jest bowiem rodzajem prostego, lakonicznego, mistrzowsko sformułowanego, nie pozbawionego estetycznych walorów przekazu myśli, pozbawionego natomiast popisu formalnej wirtuozerii. Jest rodzajem lustra pomagającego mi lepiej się sobie przyjrzeć, a tym samym zrozumieć innych. Jest dla mnie lektura "Dzienników" zimnym ozdrowieńczym prysznicem, dzięki któremu pozbywam się przy kolejnym czytaniu nawarstwień kurzu historii. W tym kurzu dziejów poczesne miejsce zajmuje dylemat ojczyzny, za którą tak słodko jest umierać w starciu ze znienawidzonymi wrogami - którzy także równie słodko gotowi są ginąć dla swojego kraju. Miłości, która potrafi przeistoczyć szlachetnych i wrażliwych ludzi obu stron konfliktu w demony śmierci i zniszczenia. Gombrowicz głębią swych refleksji i panoramą podejmowanych problemów pomógł mi w trudzie wyzwalania się z takiego rozumienia siebie, które unicestwia w nas człowieczeństwo. Andrzej - jak wnioskuję z jego tekstów w blokach oraz załączanych rodzinnych fotografii, doszedł do tych konkluzji bez pomocy Gombrowicza. Ja, mimo iż uważam się za człowieka samosterownego, bez pomocy osób- słupów milowych świata humanistycznej refleksji, bliskiej mojemu przeżywaniu świata - obyć się nie potrafię.

A co słychać w Witnicy?

W grudniu roku 1701 przez wieś Vietz przejeżdżał orszak 200 karet z berlińskim dworem elektora brandenburskiego Fryderyka III udającego się do Królewca na koronację, a wracał po kilku tygodniach orszak karet Fryderyka I króla w Prusach - co uznaje się za początek państwa pruskiego, a zarazem początek kolejnego rozdziału końca Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Zbliżał się okrągły jubileusz trzechsetlecia Prus, które wciąż intrygują Niemców jako ważki rozdział narodowej, godnej pamięci tradycji gospodarnego, laickiego, tolerancyjnego państwa prawa epoki Starego Fryca, ale zarazem państwa zaborczego, którego ślady tu w Witnicy spotkać można w postaci pozostałości po wzniesionej na jego polecenie hucie żelaza, odlewajacej słynne swego czasu witnickie żeliwne armatnie lufy.

W poczdamskiej knajpce pielęgnującej pamięć Starego Fryca z Wolfgangiem Wirthem z Berlina, po wizycie u nadburmistrza Poczdamu w sprawie projektu odrestaurowania obrazu Wojciecha Kossaka "Bitwa pod Sarbinowem", znajdującego się w magazynie tamtejszego miejskiego muzeum.

Latem 2000 roku odwiedziła mnie berlińska dziennikarka Helga Hirsch, warszawska korespondentka "Die Zeit" w latach 1989-1995, autorka wydanej także po polsku książki "Zemsta ofiar. Niemcy w obozach w Polsce 1944-1950".Słyszała o mojej działalności na polu polsko-niemieckiego zbliżenia i poprosiła o wywiad. Po wielogodzinnych rozmowach, po pewnym czasie przybyła do Witnicy raz jeszcze, tym razem z ekipą filmową. W efekcie tych wizyt w dniu inauguracji w Niemczech obchodów trzechsetlecia Prus "Frankfutrer Allgemeine Zeitung" w swej edycji z 18 stycznia 2001 roku, dnia jubileuszu tego wielkiego w dziejach Prus, a tak smutnego dla Polski wydarzenia, zamieściła obszerny jej artykuł zatutułowany "Die ewige preußische Gefahr", traktujący o roli Prus w dziejach Polski. Tekst rozpoczynał się i kończył obszernym przytoczeniem moich wypowiedzi. W tym samym dniu telewizja Arte wyemitowała film Helgi Hirsch zatytułowany "Erbe Feind"o stosunkach polsko-niemieckich, w którym w roli motywu przewodniego wykorzystała nagranie z Witnicy, ilustrując moje wywody bogatym zestawem filmów fabularnych, dokumentalnych, oraz wywiadami z innymi ludźmi. Film był następnie kilkakrotnie emitowany w ośrodkach regionalnych poszczególnych landów. W tym samym roku w 3 numerze kwartalnika "Kafka" - pisma wydawanego przez Instytut Goethego w pięciu wersjach językowych narodów Europy środkowej, wspomniany wywiad ze mną znalazł postać reportażu autorstwa Helgi Hirsch zatytułowanego " Duchowe korzenie". Rok później wydawnictwo Hoffmann und Cambe wydało jej książkę pod tytułem "Ich habe keine Schuhe nicht" z rozdziałem opartym na wspomnianym wywiadzie pod tytułem "Zbigniew Czarnuch - Orte der geistigen Verwurzelung". Uczyć się nam Polakom trzeba na tym przykładzie niemieckiej sztuki gospodarzenia czasem i poniesionymi nakładami w relacji do wykorzystania zebranego materiału!

W Witnicy od 10 lat odbywają się zloty Niemców - dawnych mieszkańców miasteczka i okolicy, serdecznie przez nas podejmowani.

Książka trafiła do rąk Präsidentin Frauen -Verband przy centrali Związku Wypędzonych Sibyllie Dreher, która zaprosiła mnie w kwietniu 2002 roku na niemiecko-polsko-litewsko-ukrainską konferencję poświęconą przezwyciężaniu wojennych traumatycznych doznań, bym wygłosił tam odczyt na temat moich doświadczeń z Niemcami. Konferencja odbywała się w Ostsee-Akademie centrum szkoleniowo-dokumentacyjnym ziomkostwa Pomorzan w Lubece -Travemünde. Moje wystąpienie było tłumaczone symultanicznie. Jedna z uczestniczek konferencji, Ruth Osterrath, autorka kilku powieści i szefowa powiatowej organizacji wypędzonych z Nysy, poprosiła mnie o maszynopis wystąpienia z zamiarem przetłumaczenia go i rozesłania członkom swego ziomkostwa. Tekst przekazałem, co sprawiło, że zostałem w tym samym roku zaproszony na jeszcze jedno spotkanie tej organizacji, tym razem w Kassel, gdzie był on prezentowany już w wersji niemieckiej. Tu zostałem także poinformowany, że materiał zostanie opublikowany w czasopiśmie Ostsee - Akademie.

Ostatnio otrzymałem od Sibylle Dreher kolejne zaproszenie na konferencję Frauenverband w Ostsee-Akademie w Travemünde, gdzie moje wystąpienie przewidziano na sobotę 26 kwietnia, godz. 9,oo co podaję na wypadek, gdyby Makuwygi mieszkajacy w rejonie Hamburga, zechcieli się wybrać na wiosenną wycieczkę nad morze i poddać ocenie to, co ten Czarnuch w tym podejrzanym towarzystwie wygaduje! Zapraszam.

Łaczę serdeczności - Wasz Zbigniew


DO GÓRY