<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Jeśli omawiany w Sieci list kardynała Józefa Ratzingera z 18 maja 2001 r. do biskupów katolickich jest autentyczny, to ujawniono najpoważniejszy z ostatnich kilkudziesięciu lat kryzys moralny w chrześcijańskim świecie.
Przez ostrożność nie wdaję się w publiczne dyskusje o wewnętrznych problemach jakiejkolwiek religii. Dotyczy to tak kwestii filozoficznych jak i metafizycznych, obrzędowych czy socjologicznych. To dla zachowania wewnętrznego spokoju, bo wiele osób mniema, że mają przyrodzone prawo do wybuchania gniewem gdy ktoś rzuca krytyczne spojrzenie na coś, co przyjęły jako dogmat. Ostrożność jest też wymogiem logicznym: moja wiedza o tych sprawach jest minimalna lub wręcz żadna, więc lepiej wychodzę pytając o fakty i nie wdając się w komentarze czy teorie. I jak mówi miejscowe powiedzonko: cautela e caldo de galinha não faz mal à ninguém (ostrożność i rosół nikomu nie zaszkodzą).
Oprócz ostrożności jest też warstwa obojętności podszyta może mniej neutralnymi odczuciami. To jakbym widział bogaczy wchodzących do kasyna. Z plotek wnoszę, że średnio każdy z nich zostawi tam parę tysięcy dolarów, ale to ich pieniądze. Jeśli lokalne prawo ma kasyna za legalne, to mogą pozbywać się tam majątku. Niekiedy zbiera mnie ciekawość czemu tak właśnie wybierają sobie rozrywki, ale nie mam misjonarskiej pasji, nie zamierzam przekonywać ich o większej radości niesionej przez lekturę poezji czy przez odwiedzenie wystawy malarskiej.
Moje nastawienie zmienia się jeśli propaguje się te gry wśród ludu czy też bankier przegrywa tam moje oszczędności. Wtedy nie jest to już wewnętrzną sprawą jakiegoś egzotycznego środowiska.
Interesowało mnie zawsze czemu księża katoliccy żyją w celibacie. Odrzucałem poznane argumenty o powołaniu i wyższej jakości ich usług duchowych widząc, że inne religie (których nie mam powodów stawiać niżej od katolicyzmu) radzą sobie doskonale w religijnych kwestiach, nie oddalając swych duszpasterzy od biologicznie naturalnego życia płciowego, emocjonalnego i rodzinnego. Było mi to nierozwiązalnym problemem dopóki nie znalazłem tego cytatu w książce Stanislava Andreskiego Nauki społeczne jako czary. Co dla mnie było zagadką, dla socjologa czy antropologa było oczywistością:
Poświęcenie zawsze było uważane za najbardziej przekonywujący dowód lojalności; jego najczęstsza forma dotyczy obchodzenia się bez jakiejś organicznej funkcji, jak w przypadku celibatu czy postu.
(Gdybym miał polskie wydanie książki Social Sciences as Sorcery, cytat lepiej by brzmiał. Przepraszam za chałupniczość tłumaczenia.)
Zewnętrzne koszty tego wewnętrznego spoiwa są oczywiste: nieuchronne wzmocnienie mizoginizmu, z wynikającym stąd rozdziałem kobiecości na część niepokalaną, idealną - oraz na pokalaną i pożądaną, lecz nie szanowaną. No i równie nieuchronne we wszystkich czystko męskich środowiskach wzmocnienie skłonności do homoseksualizmu.
Jak dla mnie, z homoseksualizmem nie ma biedy. Gorzej z pedofilią.
Każda korporacja skłonna jest więcej energii zużyć na obronę swojego istnienia niż na wypełnianie zadań, które przywołały ją na ten świat. Przypuszczam, że to wynik rozrośnięcia się poza pewną skalę, która mierzy nam znaczenie grupy. Ta skala będzie inna w miastach i w miasteczkach, w wielkich narodach i w małych społecznościach. Lecz na ogół chyba tak to wygląda: gdy organizacja znacznie przekracza wymiar wszelkich znanych uprzednio przez jej członków stowarzyszeń czy ugrupowań, ona sama staje się prawie automatycznie największą wartością, przewyższającą swoje statutowe zadania. Znane wszystkim przykłady to społeczności adwokatów, lekarzy, nauczycieli, wojskowych, polityków - a także duchownych. Wchodzenie tu z wycenami etycznymi to marnowanie czasu. To przede wszystkim zjawisko społeczne, naśladujące procesy biologiczne. Przeciwstawienie pojęć: my - inni.
Dlatego jedną z największych nowożytnych zdobyczy społecznych jest równość wobec prawa. Korporacje nie mogą rezerwować sobie regionów prawa dla własnych interpretacji. W praktyce to ciągle bardziej postulat niż rzeczywistość, ale rozziew między ideałem a codziennym sprawdzaniem go jest ważnym miernikiem dojrzałości społeczeństwa. To tutaj Kanada czy Szwecja ma powody, by z niedowierzaniem czy niesmakiem patrzeć na obyczaje Kolumbii, Nigerii czy Kazachstanu.
Gdyby dotarło do nas, że wśród szyitów rozpowszechniany jest edykt, że przypadki pedofilii dotyczące młodych, oddanych pod opiekę imamów, będą badane i sądzone w tajemnicy w meczetach i społeczność nie będzie miała dostępu do informacji przez kilkanaście lat, zachodni świat zawrzałby, żądając natychmiastowej krucjaty i wyzwolenia dzieci. Mniej określone niepokoje, dotyczące losu kobiet w Afganistanie, wyznaczyły społeczne nastawienia na Zachodzie. Były częścią uzasadnienia, że inwazja na ten kraj zrobi dobrze nie tylko nam, bo złapiemy bin Ladena, ale też uwolni połowę jego ludności od jarzma prymitywnego patriarchatu.
Ale wieść docierająca poprzez wielkie dzienniki mówi, że to watykańska Kongregacja Doktryny Wiary rozesłała w maju 2001 roku do wszystkich katolickich biskupów na świecie ów list. Ustala on, że nie tylko przestępstwo pedofilii między księżmi a klerykami ma być badane w tajemnicy przez organy kościelne, ale że okres tajności postanowień i wszelkich danych dotyczących przestępstwa rozciąga się na 10 lat licząc od momentu gdy ofiara dochodzi do pełnoletności.
Prawna bzdura zawarta w takim zamiarze jest w pełni widoczna gdy przedstawić sytuację w jakichś innych realiach. Na przykład: badanie przypadków pedofilii w średnich szkołach budowlanych jest zastrzeżone tylko i wyłącznie dla organów Naczelnej Organizacji Technicznej, której członkowie muszą zachować tajność swoich ustaleń przez 10 lat.
Od początku mówię: JEŚLI. Może to wymysł zdegenerowanych wrogów Kościoła katolickiego. W takim wypadku zalew fałszywych informacji musi być jak najszybciej i jak najenergiczniej odparty przez biskupów całego świata. Społeczeństwa uwierzą im, gdy jednogłośnie oświadczą: nigdy podobnego listu nie otrzymaliśmy. Pedofilia to problem cywilnego, nie kanonicznego prawa.
Ale coraz bardziej wątpię w pojawienie się takiego zbiorowego zaprzeczenia. Dokumenty idą wstecz, powołują się na podobne materiały z lat 60-tych i 70-tych zeszłego wieku. I coraz bardziej wygląda to na zmowę mającą przyzwolenie całej hierarchii kościelnej.
Szeregowy żołnierz - to jedna ze zmian w rozumieniu prawa, wniesionych przez koniec Drugiej Wojny Światowej - nie może bronić swych działań otrzymanym rozkazem, jeśli nakazane są akty sprzeczne z elementarnymi normami cywilizacji. O ileż więcej oczekuje się w kwestiach etycznych od czołówki tej gigantycznej organizacji
Czy odpowiedzialność spadnie też na zmarłego a popularnego polskiego Papieża? Nie wiem. Jeśli list kardynała Ratzingera jest autentyczny, z pewnością Jan Pawel II usankcjonował jego rozpowszechnienie. Ale czy miał wybór?
Jeden z tutejszych biskupów poczynił niedawno zdumiewającą (dla nie-katolika) uwagę. Mowa była o rozdziale diecezji z São Paulo na pięć nowych. Papież miał mu obiecać, że nie dopuści do tego podziału, ale watykańska administracja nakazała dokonanie go. Biskup rzekł: to nie papież rządzi, a Watykan.
Rozumiem odpowiedzialność gigantycznej administracji za los gigantycznej instytucji. W ciągu ostatnich dekad świat usłyszał więcej próśb o wybaczenie, wygłoszonych w imieniu Kościoła przez papieża niż w poprzednim tysiącleciu. Wzmocnienie tego nurtu mogłoby zachwiać strukturą organizacji. Żaden gigant nie może zmienić swego kierunku biegnąc. Przede wszystkim wierzący lud potrzebuje Kościoła Zwycięskiego, są granice psychicznej odporności, poza którymi nie będzie skłonny do przyjęcia przeprosin za swoje. Reakcje pewnego wstecznego, a z nazwy chrześcijańskiego, radia były zupełnie wymowne. A więc każdy światły nie-katolik powinien cieszyć się, że był pewien postęp i że ważniejsza w nim była solidność a nie szybkość.
Ale ten gigant nie może też przyspieszać swego zapadania się w otchłań nagannej przeszłości.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu