<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Zacznijmy od końca ostatniej rozmowy. Rząd stanu São Paulo rozdziela w poprawczakach funkcje strażników i wychowawców, zwalnia komplet dawnych pracowników i
I następnego dnia po pożegnaniu państwa zobaczyłem w tv reportaż o kolejnym buncie tam. Nowi strażnicy nie byli dostatecznie dobrze przeszkoleni, ugięli się pod naporem furii nieletnich bandytów, trzeba było wzywać do pomocy Polícia Militar - i wydarzenia biegły starym szlakiem brutalności i beznadziei. Nienajlepszy początek nowej ery w re-edukacji młodocianych a niebezpiecznych ludzi.
Mówiłem, że dawniej interesy szły świetnie, bo wszechwładni funkcjonariusze z poprawczaka mogli zwolnić bandziora na noc na robótkę? Pomyliłem się. Okazuje się, że robili to w dzień, a bandyci na noc wracali na swoje miejsce i byli obecni przy nocnym odliczaniu i na porannym apelu.
Bunt wybuchł na oddziale tych najniebezpieczniejszych. Ale to można było przewidzieć. W nowym systemie kończą się ich wypady, zyski, władza nad strażnikami - czemu mieliby przyjąć to spokojnie? A więc reformatorzy przemyśleli zmiany, ale nie we wszystkich detalach. To niedobrze; pamiętają państwo gdzie mieszka diabeł?
Mówiąc o niekompetentnych strażnikach, mam prawie świeżą historię stąd, czyli z grande Florianópolis. (Przepraszam za tę wielkość, to nie lokalna megalomania, ale używane tu wyrażenie, opisujące fakt, że wraz z pobliskimi municípios jest to już ponad milionowa aglomeracja.) Było to w Palhoça przed paru tygodniami, ale dopiero teraz poznałem szczegóły. Do apteki wszedł młody gwałtownie zachowujący się człowiek. Ma syndrom Downa i na ogół lekarstwa kontrolują jego stan. Tym razem coś nawaliło. Zaczął awanturować się, zawołano policję. Gdy jeden z policjantów usiłował przytrzymać chłopca, ten wyszarpnął drugiemu z kabury rewolwer i dwa razy strzelił do pierwszego. Śmierć natychmiastowa, w mieście wozy policyjne jeździły z żałobną czarną tasiemką uczepioną anteny.
Ale to zwykli obywatele powinni chodzić z opaskami, myśląc o takiej policji, mającej bronić ich przed bandytami.
Chwileczkę, nie to na dziś obiecywałem. Miałem rozwinąć tę uwagę o strażnikach i wychowawcach w szkolnictwie. Mogło to komuś zabrzmieć buntowniczo czy prowokacyjnie - ale sądzę, że prawie każdy wykładowca, który uniknął nadmiaru zautomatyzowania, czasami zada sobie pytanie: a po co te wystawianie ocen?
Miewam niekiedy takie rozmowy. Zbiera się komisja decydująca jak ma być prowadzony ten sam wykład przez wielu wykładowców i słyszy się coś podobnego: Jak zwykle, robimy cztery egzaminy cząstkowe? Czemu cztery? No dobrze, trzy albo cztery. Ale po co egzaminy? He he. A gdyby to było pytanie na serio, jak byś wyjaśnił po co robimy egzaminy? No chyba żartujesz, żeby sprawdzić czy studenci nauczyli się tego co im wykładamy.
Nie wierzę, by powodzenie studenta w testach przeprowadzanych natychmiast po zakończeniu kursu stanowiło znaczący argument, mówiący czy nauczanie było dobrej jakości.
To Peter Hilton, jeden z wybitnych matematyków XX-go wieku, z ważnymi wynikami tak w dziedzinie badań jak i nauczania. A więc moje wątpliwości wcale nie są egzotyką. W Akademii jest wiele głów dręczących się jak pozbyć się tego paskudztwa.
Wątpliwości o sensie odpytywania, egzaminowania - a szczególnie o wartości gry między studentem i egzaminatorem w kółko i krzyżyk, zwanej mądrze multiple choice test żyły we mnie bardzo intensywnie jeszcze za czasów pracy we Wrocławiu. Lektura Technopolu Neila Postmana uświadomiła mi, że te zabawy z punktami są dużo młodszego pochodzenia niż to się wydaje. Ale tutejsze współżycie ze skutkami rozdawnictwa punktów uświadomiło mi, że system jest nieuleczalnie robaczywy i łagodne pogrzebanie go jakąś bezksiężycową nocą jest jedym humanitarnym rozwiązaniem zaropiałego problemu.
Mówiąc krótko i jasno: na każdą setkę moich studentów może pół studenta przychodzi, by czegoś się nauczyć. Reszta chce otrzymać punkty.
Paradoksalnie, w Polsce problem nie stawał w tak tragicznej postaci, bo wiele osób uświadamiało sobie delikatność sytuacji i traktowało go z umiarem i rozsądkiem. Gdy już mi tu hadko się robi od tego gadania cztery egzaminy cząstkowe i jeden poprawkowy, mówię: pracowałem w sporej klasy instytucie, mającym sporej klasy matematyków - i choć były to stare wygi, w każdym semestrze przeprowadzali wielką instytutową dyskusję o ocenianiu. Tutaj od dwudziestu lat proszę, by choć jedną taką rozmowę przeprowadzić - przecież mamy kilkudziesięciu nowych kolegów, którzy nad tym nie musieli się zastanowić. Skąd bierze się ich wiedza, że muszą być egzaminy - i to cztery? Jedynym efektem takiego gadania jest to, że omijają mnie sporym łukiem.
Czy w Polsce są szkoły alternatywne, bez stopni i bez oblewania uczniów? Tu jest ich niemało. Nie posłaliśmy naszych drobinek do jednej z nich z dwóch powodów. Po pierwsze, są dużo droższe od innych. Po drugie, nasi synowie uczą się nie dla stopni, ale przynoszą do domu najlepsze wyniki ze swoich klas. A więc zły system nie gryzie ich mocno w łydki. Ale czasami ich szkolne relacje podrzucają mną. Rzecze Adrian: Przyszła nowa nauczycielka od historii. Nie powiedziała nawet dzień dobry, obróciła się do tablicy i zaczęła coś pisać. Potem przestała pisać i powiedziała: przepiszcie to do zeszytów, bo będziecie tego potrzebowali do egzaminu w końcu miesiąca.
Biedna, chora kobieta. No, ale dlaczego zaraża moje dzieci?
W każdym razie, gdyby trzeba było stamtąd uciekać, jest dokąd. Kosztowałoby drożej, ale ważne, że są bilety do krainy bez dydaktycznych potworków. Ale to w szkołach podstawowych i średnich. Nie słyszałem o takich uniwersytetach, jeśli nie liczyć tych dających dyplomy za 200 dolarów, na podstawie oszacowania działalności zawodowej. A przecież już była o tym mowa - że trzeba, że można
Pierwotnie wywody Fedrusa o obaleniu systemu stopni i ocen wywoływały zakłopotaną czy niechętną reakcję wśród prawie wszystkich studentów. Wydawało się bowiem przy piewszej wycenie, że niszczyły one cały system uniwersytecki. Pewna studentka ujawniła to mówiąc z pełną szczerością: To jasne, że nie można zlikwidować systemu stopni i ocen. Przecież po to tu jesteśmy.Powiedziała pełną prawdę. Nikogo by nie uszczęśliwiło przedłożenie do oglądu tej drobnej hipokryzji, że większość studentów uczęszcza na zajęcia uniwersyteckie dla wykształcenia niezależnego od stopni i ocen. Czasami pojawiają się studenci szukający wykształcenia, lecz rutyna i mechaniczna natura instytucji przekierowuje ich ku mniej idealistycznym nastawieniom.
To z powieści - eseju Roberta Pirsiga Zen i sztuka obslugi motocykla z roku 1974. Tak, z owych lat buntu i protestu utrzymały się w świetnym stanie głupotki. Mądre rzeczy zdołano zapomnieć.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu