Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
myślnik i kropka:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 83, 14/XII/04

Książę Ciemności

Proszę państwa, dwie ostatnie rozmowy obróciłem na mówienie o historii Brazylii. Następnym razem odniosą państwo wrażenie, że to u mnie jakaś obsesja. Nie będę się spierał, ale gdyby padło słowo suita to efekt praktyczny byłby ten sam, a moja przyjemność dużo większa. Nie, to nie byłaby bardzo krótka suita.

Teraz, gdy semestr zamknął się (wdzięczny mu jestem za to) znajdę czas by dwie dłuższe internetowe rozmowy o ostatnich zjawiskach politycznych z Brazylii obrócić w tekst strawny dla zainteresowanych i wstawię go na moją witrynę. Ale dziś o czym innym chcę mówić. A raczej: o kimś innym. Jego imienia nie wymienię, co państwo jako czytelnicy Harry'ego Pottera doskonale zrozumieją.

Widziałem go z bliska tylko raz. Czekałem na lotnisku w Brasílii na mój lot do Floripy i ze zdumieniem uświadomiłem sobie, że na przeciwległym fotelu siedział on. Sam, bez ochraniaczy, lizusów, petentów. Był w mizernym stanie. Być może to był najnędzniejszy moment w jego karierze. Wszystko obróciło się przeciw niemu i potężny polityk, filmowany w pozach i w towarzystwach, zamienił się w szary cień. Unikali go sławni ale odwiedziła go Śmierć, która tym razem nie szła za jego sugestią do wrogów ale sięgnęła po jego najbliższą rodzinę. Naprzeciwko mnie siedział przybity stratą dziecka ojciec.

Chciałem wstać, powiedzieć mu: proszę pana, miał pan parę momentów, które zdobyły panu moje uznanie. Wiem, że dziś nie są najlepsze dla pana chwile, ale fortuna kołem się toczy … Nie podniosłem się. Coś w środku przypominało mi, że ile by on nie cierpiał, to zawsze będzie tego za mało i jeśli muszę kogoś pocieszać, to mogę poszukać jego ofiar.

W istocie, fortuna potoczyła się tak jak to o niej mówią i wrócił on do swych nieodmiennych działań. Po paru latach pałac gubernatorski, do którego wrócił, pękał w szwach od petentów, Śmierć znowu pracowała na jego usługi a dziennikarze znowu wypuszczali próbne balony testujące czy wiatry mogły zanieść go do prezydentury.

Za młodu, tak prawicowy jak tylko można było i popularny, był obiecującym posłem stanowym. Niewielu polityków chciało pojawić się w pierwszej linii marszu dla poparcia puczu z 1964 - wszedł tam między generałów i bardzo mu to się odpłaciło. Wkrótce mianowano go burmistrzem stolicy jego stanu, potem przyszły inne, bardziej intratne pozycje - a gdy należało opuścić przytapiający się statek wojskowy, wybrał najwłaściwszy moment. Stał się mężem stanu.

Co więcej, zaczął dawać publiczne wykłady o moralności. Ach, coż to było za przedstawienie, gdy Paulo Maluf (ten od zanikłego pół miliarda dolarów) i Książę oskarżali się o korupcję i każdy miał dossier w ręce. Tak, kraj był za mały dla dwóch takich, musieli iść do zagranicznych banków.

Oto epizod ilustrujący jego potęgę. Ekipa, którą wybrał dla rządzenia swoim stanem, w czasie kampanii wyborczej odwiedza dziesiątki miejsc helikopterem. Dla dekoracji, bo jak by na nich nie głosowano, to i tak urna by pokazała, że głosowano. Ale latają i to w jednym helikopterze. Parę dni przed wyborami helikopter spada, wszystkich Śmierć bierze sobie. Książę natychmiast komponuje nową ekipę, która bez kłopotów wygrywa. Kłopoty zaczynają się w parę lat później, bo czasami marionetki chcą żyć własnym życiem, ale przecież całe ich życie jest w dossiers …

Jeśli odliczyć rok, w którym widziałem go na lotnisku, zawsze wiedział z kim i jak się skojarzyć. I był bądź to ministrem, bądź senatorem, ale zawsze jednym z tych, którym lepiej jest kłaniać się z szacunkiem lub znikać wcześnie z ich drogi.

Jak dalece strachem władać można? Ależ ja wcale nie powiedziałem, że tylko arogancją, brutalnością i siłą władał. Umiał być czuły i miły, w najbardziej nieoczekiwanych kręgach. Współobjęty pojawiał się z nim najsławniejszy a lewicowy reżyser brazylijski. Bliskimi przyjaciółmi było małżeństwo słynnych a komunistycznych pisarzy. Czy tylko dla korzyści wchodzili tak głęboko w jego podziemne królestwo? Tak i nie.

Z pewnością mieszkający w podupadającej dzielnicy znany pisarz poczuł się szczęśliwy gdy zamiast kłócących się nocami pod jego oknem prostytutek nie zmieniając domu zaczął mieszkać w ślicznie odmalowanej historycznej części miasta, a nocne szmery oznaczały, że przewodnicy prowadzili kolejną grupę turystów dla sfilmowania literackiej siedziby. Ale może ważniejsze były publiczne hołdy dla sztuki, lewicowej czy nie, byle z jego stanu, którymi Książe umiał szafować. Zagłaskani twórcy nie popełniliby nietaktu, odpowiadając w niewłaściwym stylu. A ten literat, co wydał książkę Wspomnienia z mroku i Księcia nie uszanował nazywając po imieniu jego księstwo, to przecież nie był literat a zbrodniarz i powinien cieszyć się, że żyje.

Śmierć często była jego wspólniczką. Czy dlatego najpotężniejsi woleli mieć go po swojej stronie? Nawet Lula nie ośmielił się posłać go do jego niewymawialnej krainy, gdy Książę ogłosił w roku 2002, że jest po stronie Lewicy, Luli i Ludu. A było to po prawie 8 latach dziwnie bliskich choć ukrytych relacji z poprzednim rządzącym, który dla prasy potrzebował liberalnego mitu, ale dla gładkich rządów na codzień musiał mieć Książęce moce.

Lula nigdy by do władzy nie doszedł, gdyby Śmierć była Księcia solidną wspólniczką. Bo uprzedni władca i Książę uknuli wspaniały, z innego świata plan, który miał być niczym ów strój okrywający Lady Godiva: byłoby wszystko po staremu, ale inaczej. Prawicowo, ale liberalnie. Globalistycznie, ale nacjonalistycznie. Oszczędnie, ale rozrzutnie. Tylko, że Śmierć ich zdradziła.

Otóż, do najwyższych parlamentarnych godności pospiesznie przygotowano i powołano Syna Księcia. Tak jak Książę bywał brutalny, nieodpowiedzialny i mściwy, Syn był kojąco miły, opanowany i rozsądny. Najbardziej lewa lewica wychwalała jego rzetelność. I od początku plan był jawny, ulepszany i niebezpiecznie prawdopodobny: po ośmiu latach obecnego władcy, na prezydenta książęcego Syna lud wybierze. On porządek i postęp zapewni. Tylko że w gorące południe 1998 roku Syn przy swoim zdrowotnym spacerze na rozpalonym stolicznym bruku upadł z powodu ataku serca - i odszedł.

Taka przynajmniej była oficjalna a niezborna informacja, której nikt, nikt, nikt do dzisiaj podważyć się nie ośmielił. Więc nie będę dawał złego przykładu, choć znam inne przyczyny gwałtownych zgonów wśród bardzo bogatych ludzi z niespokojnych rodzin, którzy mają zastępy lekarzy na swoje usługi ale stan ich sumień jest w proszku.

Książę serce miał już całkiem wypalone, bo tylko trochę był odmieniony. Lecz może dlatego stał się nieuważny? Przychwycili go jak szczeniaka gdy wyniki głosowania w Senacie fałszował. Mógł stracić prawa polityczne, ale nie dla tej klasy gracza takie groźby. Zrzekł się mandatu i natychmiast w kolejnych wyborach nowy zdobył. Wrogowie jego nadal z rewolwerem pod poduszką sypiają. Od procesów wiekiem się ogania, bo za jakieś tam zbrodnie staruszków sądzić nie wolno. Więc działa. W Senacie.

Gdy Dalaj-Lama umiera, duch jego w jakieś dziecko wciela się i mądrzy buddyjscy duchowni rozpoznają po cudownych znakach do jakiego ciała Dobro przeniosło się. Ze Złem jest trudniej. Gdy Książę odejdzie nie będzie wcale jasne nad którym domem skupią się siły ciemności. Co gorsza, już za jego życia do objęcia jego pozycji świetnie jest przygotowany cały Zastęp Książąt Ciemności.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu