<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Gospodarzowi też bym nie skarżył się, ale przyszedł moment, że coś trzeba bylo z tym zrobić. To przekraczało wszystkie normy przyzwoitości. Jako więzienie było to ciasne i śmierdzące a w dodatku baba naigrywała się ze mnie: a siedź tu sobie, siedź. Postanowiłem działać.
Gdy gospodarz wrócił z knajpy, byłem już na podwórko. Baba słysząc go z daleka na ulicy uwalniała mnie szybko, złośliwie obiecując: no to do jutra! Poczekaj, niech no tylko Franiu wyjdzie z domu! Położyłem się na ziemi i troszkę przesadzając z moją niedolą zacząłem rzęzić głośno. Gospodarz zatoczył się w moją stronę, podniósł mnie i zacząć pokpiwać: dobry z ciebie numer. Tak się spieprzyłeś, że ani ruchu, ani chuchu? A to ci zawodnik. Ale i ja nie mogę się skarżyć. Pokręciłem przecząco głową.
Przyjrzał mi się uważniej, spoważniał i powiedział: no to wal całą prawdę. Tak między nami mężczyznami. Udałem wahanie: nie wiem czy powinienem mówić całą prawdę A co, ksiadz znowu był w domu i męcił jej w głowie?
Słuchaj, nie mam pojęcia kto był w domu i od dawna nie wiem co tu się dzieje, bo kiedy wychodzisz do knajpy to ona mnie wsadza do buta!
W oczach gospodarza pojawiły się łzy. To był moment na polepszenie mojej przyszłości. Powiedziałem mu: Franek, przez długie lata służyłem ci wiernie i donosiłem o wszystkim co się tu działo. Ale ona tak mnie lustruje i lustruje, że już więcej nie wydolę. Weź mnie ze sobą jak idziesz do knajpy! Bądź ludzki a ja ci się jakoś odwdzięczę A co ty mi możesz pomóc w knajpie? - zainteresował się gospodarz. Sam zobaczysz. Będę cichutko tam siedział, liczył kieliszki i będę robił dla ciebie za symbol seksualny. Gospodarz obiecał pomyśleć, ale na szczęście był lepszy w działaniu niż w myśleniu i od następnego dnia szliśmy po robocie razem do knajpy. Skończyło się wsadzanie mnie do buta, babo, babo.
Ale wkrótce okazało się, że jej mściwość przeniosła się na Dzynga. No, indyka to nie wtłamsiłaby ona do buta, chyba że jako pastę z drobiu. Dlatego wyciągnęła ze strychu wór na mąkę i wieczorem Dzyng wydawałby się białym gołąbkiem pokoju, gdyby nie okropnie brzydkie wyrazy, którymi bluzgał na cały dom. W zasadzie to nie była moja sprawa, a i nie za bardzo lubiałem go za ten jego gulgot i jego czerwona szyjkę, ale ubielony był łatwiejszy do zniesienia, więc uprosiłem gospodarza, żebyśmy w trójkę szli do knajpy. Nikt tam szczególnie nie dziwił się, każdy przychodził w kompanii jaką sobie najbardziej cenił, a i tak po godzinie nie dawało się odróżnić kto tam był swój chłop a kto autentyczny prosiak. Dzyngowi bardzo tam się podobało i dudlił jak stary i później próbował latać. Chłopy go polubili i tylko czasami obiecywali mu, że mu zawiążą szyjkę na supeł.
W domu wieczorami było już zupełnie sfeminizowane towarzystwo - to znaczy gdy ksiądz nie pojawiał się - i podobno baba brała Julkę na pieszczoty, gadała z nią godzinami i czasami wsadzała do pończochy i wieszała pod lampą. W zasadzie to nie moja sprawa, bo każde stworzenie ma swój własny intymny świat i ja wyraźnie jestem stworzony do knajpy, ale czasami myślę sobie czy Julka lubi wisieć w tej pończosze. Ale jak nie lubi to niech walczy o swoje prawa. Może sobie wziąć kogoś za pozytywny przykład i jeśli mnie poprosi to jej opowiem o mojej drodze do wyzwolenia.
Albo zrobię inaczej. Za namową właściciela knajpy, wielkiego entuzjasty Internetu, zgodzę się, acz niechętnie, na opisanie mojej historii i wystawię ją na ogląd w Internecie.
Komputer to rozwiązanie dla osób ze średnim talentem. To zaśmiecanie kosmosu przez amatorów. Czuję, że mógłbym więcej dla Julki zrobić. Ale nie mam czasu, za parę chwil musimy iść do knajpy.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu