Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
myślnik i kropka:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 78, 9/XI/04

Wskaźniki społeczne

Och, strasznie przepraszam państwa za spóźnienie. Ja wiem, Zbyszko z Bogdańca i Zawisza Czarny, i cała wchłonięta za młodu kultura anglosaska i szacunek dla cudzego czasu - a tu taka wpadka. Ale czasami przez przypadki zdarzają się wpadki.

Lepiej późno niż nudno, więc do roboty. Dziś w planie mamy rozmowę o opakowaniach. Idzie mi o lśniące opakowania językowe. Dobra nazwa zmienia całą instytucję. Proszę przypomnieć sobie znany przykład z „kartą kredytową”. Gdybyśmy zaczęli mówić zgodnie z prawdą „karta zadłużeniowa”, od razu przeszłaby ochota na posiadanie ich pięciu czy sześciu …

Chciałbym zastanowić się wspólnie z państwem nad „służbą zdrowia”.

Jak sama nazwa wskazuje, jest to coś dobrego i postępowego - i często oceniamy społeczeństwo za pomocą paru ułamków, związanych ze służbą zdrowia. Nie wiem czy jest jakaś uświęcona kolejność, w której trzeba podawać je, ale podaje się wszystko w ustalonych dawkach na miriadę czyli na dziesięć tysięcy. Do zestawu wchodzą na plus ilości łóżek szpitalnych, lekarzy i pielęgniarek, a na minus ilość zgonów dzieci przy porodach.

Wszystko to widnieje w księgach, tuż obok stron podających na plus działalność ekonomiczną z ilością wyprodukowanych paczek papierosów i mundurów w kolorze khaki, więc od razu można podejrzewać, że coś tu nie gra. Ale zacząłbym mój pokaz wierności malkontenctwu i antysocjalności od przypomnienia Kuby sprzed okresu sfidelowanego.

Kuba miała wskaźniki świetne. Prawie tak dobre jak USA. Może nie tak dobre jak demoludy, mające najlepszą technologię druku wskaźników, ale szpitale na Kubie były szpitalami a pielęgniarki nie były wycinankami łowickimi. No i co? Nico, państwo sami doskonale pamiętają. Troszeczke zawieruchy, parę głupich hipotez politycznych rządu USA i z sensownych dążeń do rozprowadzenia świetnych wskaźników na nieco większą część ludu zrobiono z Fidela komunistę, zobowiązanego do wygłaszania wielogodzinnych przemów od kilkudziesięciu lat. Bo z takim szpitalem to jeszcze kwestia kogo stać na wyłożenie się w nim oraz na wyjście z niego żywym.

A więc bywa tak, że wskaźniki są świetne, ale do czytania. Nawet gdy wskaźniki wskazują coś realnego, nie musi to być powodem do nieopanowanej radości.

Czy mogę zacząć od zjawiska zwanego „chorobą szpitalną”? Wchodzi człowiek do szpitala z bólem w barku, a wychodzi ze świnką. Gdy zdarza się to rzadziej niż u jednego z piętnastu chorych, władze mówią, że jest świetnie, bo poniżej średniej. Nie mówię o zapomnianych wewnątrz pacjenta nożyczkach czy złej dozie lekarstwa. Mowa jest o zwykłych skutkach brudu lub zbyt tanich środków odkażających, ohydnie pachnących dla pacjentów i dość obojętnych dla bakterii.

Szpitale to imponująca technika zbiurokratyzowania świata chorych i wszyscy wiedzą, że trzeba mieć dobre zdrowie, by przeżyć leczenie choroby w szpitalu. Dla urzędów pomysł z domowym lekarzem jest bezsensowny, bo to przeszłość, a poza tym ludzie nie mieszkają dziś w domach a w blokach. I gdyby lekarz szedł do chorego to mógłby się spocić, a jak wiozą chorego do szpitala, to przynajmniej kierowca może powiększyć grono osób objętych pomocą służby zdrowia.

Gdy moja teściowa leżała w szpitalu, jej sąsiadką była 93-letnia pani. Leciutka, ale jako przedmiot niewygodna do przenoszenia z łóżka na łóżko. Upuścili ją pielęgniarze, połamali kosteczki, umarła po trzech dniach. Domownicy przenosiliby nie przedmiot ale mamę czy babcię, kochaną osobę, trzymaną w ramionach z szacunkiem. Wszystkim podobnym pielęgniarzom dałoby się załatwić pracę przy transporcie ziemniaków. Albo przy tłuczeniu wybrakowanych fajansów.

Ale to pestka. Istotne problemy są gdzie indziej. Oglądamy w tv scenę z ulicy w jakimś mieście z USA. Dawniej, żeby zobaczyć człowieka - hipopotama, trzeba było płynąć na wyspy Huka-Huka, bo tam król plemienia był dotuczany od dziecka, by móc wyglądać jak prawdziwy król. A teraz co trzeci obywatel (prawie zawsze spośród mniej zarabiających) wygląda jakby ćwiczył sumo. To nie opcja sportowa, to szkocka choroba, MacDonuś, MacBobuś, MacPączek, MacKiełbaska i MacKartofelek, a wszystko King Size, czyli w królewskim wymiarze. Jakby nie faszerowali się tym, można by rozpuścić kilkadziesiąt akademii medycznych i młodych ludzi skierować na ambitniejsze tory produkcji rzepaku.

Albo coś takiego: idę ulicą, przede mną dziewczę zgodne z modą, czyli przerzucające po nierównym bruku nogi na słupkach. Nie widzę jej pępka, bo kroczy przede mną, ale z pewnością jest widoczny, bo spodnie kończą się 5 cm przed pasem a bluzka zaczyna się 5 cm za pasem. A prawa ręka wykonuje gest znany jako „wała”, ale chodzi o doprowadzanie papierosa do ust. Jest ona dość typową przedstawicielką swojego pokolenia, z pojęciami o świecie kształtowanymi przez tv, pokazującą ją na ulicy właśnie w takim wydaniu. Jej działanie zapewni kiedyś pracę dla rzeszy specjalistów od ortopedii, bo nie ma ssaka, którego kręgosłup przetrzymałby takie ćwiczenia, oraz rzeszę urologów i ginekologów, bo nie ma gorszej rzeczy niż przewietrzyć sobie nerki i narządy rodne. (Zaręczają ci, co znają wschodnią medycynę, że na mrozie można przeżyć, jeśli opatuli się stawy i okolice pasa.) Co najgorsze, niektóre z tych dziewczyn dołączą do armii chorych na raka płuc, jednej z najbardziej bezlitosnych i bolesnych form kończenia się. Gdyby mamy powiedziały dziewczynkom jak należy się ubierać, chodzić i unikać narkotyków (nawet sprzedawanych w kioskach z państwowym stempelkiem), seria kolejnych akademii medycznych mogłaby przestawić się na kształcenie nauczycieli.

Prosty zabieg przekonania kierowców, że samochód służy do dojechania, a nie do rozjechania, oszczędziłby dusz starczających na wypełnienie sporego miasteczka (w Brazylii jest to koło 30 tysięcy morderstw samochodowych rocznie, więc w Polsce chyba 7 tysięcy) ale ważniejsze jest, że nie byłoby dziesięciokrotnie większej rzeszy inwalidów. Zmarły zajmuje niewiele czasu lekarzowi, natomiast ofiara, która przeżyła, może potrzebować lekarza przez całe życie, choć co to za życie.

Nabywając sobie dzidziusia mogliby ludzie pamietać, że jest to stwór, co będzie zmieniał pozycję przestrzenną używając wewnętrznego napędu. Dlatego dorośli przemyślawszy niebezpieczeństwa czyhające w domu na milusińskich wyeliminowaliby powody 80% dowożenia ich do pediatrów, którzy mogliby przestawić się na recytację bajek dla byłych pacjentów, a potencjalnych słuchaczy.

Medycyna pracy? Przepraszam, chodzi o niesienie pociechy ofiarom mordów dokonowanych w miejscu pracy? Ciekawie czyta się, że na Ukrainie bardziej opłaca się chować co roku pewną ilość górników niż płacić zasiłki dla bezrobotnych. Tak, przy zabójstwach samochodowych na jednego marwego średnio przypada dziesięciu półmartwych - w kopalni wyniki są korzystniejsze dla ekonomii. Przeżywalność wypadku jest nikła.

A może by uczyć od maleńkiego, że jeśli nakłujemy lub przedziurawimy osobę ongiś kochaną, a obecnie nielubianą, to jakbyśmy dobrze nie operowali kłujką czy spluwą, od takiego zabiegu uczucia osoby dziurawionej nie odmienią się, a społeczeństwo oprócz dbania o inwalidę będzie musiało jeszcze dbać o więźnia? Gdyby ludzie nie dziurawili się na wylot, dodatkowe wskaźniki społeczne można by obniżyć, podwyższając jakość życia.

Połogi … hmm, wieczna sława Pasteurowi za nauczenie ludu, że dobrze jest myć ręce gdy ma się kontakt z otwartą raną. I świetnie by było, gdyby w każdym zakątku były zdolne i doświadczone położne. Takie, co by umiały organizować gimnastykę przez cały okres ciąży i doradzać w kwestii odżywienia. Czy mam coś przeciw lekarzom - położnikom? Nie mam, ale zaczynam mieć gdy czytam taki zwrot: położnica zakwalifikowana do cięcia w trybie planowym. Ludzie, kto tu zwariował?

Ale takie cięcie miewa niekiedy sens, w odróżnieniu od 90% cięć na staruszkach (obu płci), znudzonych nadmiarem swojej skórki i redukujących ją ad absurdum. Gdy widzę aktorki, które nie mogą zagryźć warg, bo jak naciągną zredukowaną skórkę to puszczą pum, widzę, że zaniedbano przygotowanie wielu osób na dojście do starości. Lepiej by było zamknąć część wydziałów akademii plastycznych wewnątrz akademii medycznych i skoro staruszkom trzeba młodych partnerów, otworzyć tam Wyższą Szkołę Prostytutów i Prostytutek, ze specjalizacją w staruszkach.

Proszę państwa, i tak dalej. Tylko dobrze rozejrzeć się wokół i zaraz widzi się: gdyby rozmawiać z dzieckiem zamiast wrzucić je do parkingu zwanego żłobek, połowa wydziałów psychiatrii byłaby zbędna. Gdyby kobieta mogła pogodnie i spokojnie siąść przy swoim osesku, mleko by jej nie wyschło przed czasem i młodzik nie miałby setki nieżytów żołądka. Gdyby eksperymentator seksualny dowiedział się, że przenoszenie bakterii z odbytu do pochwy jest mieszaniem światów, które natura dość starannie oddziela, ilość chorób wenerycznych nie niszczyłaby psychiki i organizmu młodych ludzi. Gdyby dzielny trzydziestolatek, oprócz popisu przy piłce w niedzielę po piwie, chodził codziennie na spacery, połowa kardiologów mogłaby przesterować się na pilotowanie wycieczek po górkach. I tak dalej, dalej, dalej. A proszę zauważyć, że ani słowa nie dodałem o tym co myślę o niewiarogodnych zyskach laboratoriów produkujących takie samiutkie lekarstwa w najróżniejszych kolorach i cenach.

Proszę państwa, to żadna służba zdrowia. To spóźnione ratowanie ofiar. Zamiast przesterować system życia, doraźnie zajmujemy się niektórymi z przypadków chorobowych. I chełpimy się wskaźnikami precyzyjnie mierzącymi stopień naszego zbiorowego ogłupienia.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu