Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
myślnik i kropka:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 77, 2/XI/04

300

Mam wrażenie, proszę państwa, że różne grupy specjalistów z przyjemnością wspominają paryski L'hospital des quinze vingt czyli „szpital piętnastu dwudziestek”.

Na czele wspominających idą językoznawcy. Mają tu przykład na konserwatywne tendencje języka. Jeszcze w XIII wieku było naturalniejszym we Francji mówić w ten sposób o liczbie 300, dowodząc rozpowszechnionego użytku systemu dwudziestkowego. Jak gdyby trzeba było na to dodatkowych dowodów, oprócz codziennie używanego dziwnego sposobu wyśpiewywania liczb między dziesiątką a dwudziestką.

Chętnie przypomina go Kościół katolicki, bowiem ten szpital dla niewidomych, mający trzysta łóżek, był zupełną nowością w średniowiecznej Europie. Jeden z argumentów, że jego mecenas, król Ludwik IX, w pełni zasługiwał na wyświęcenie. Nie znam szczegółów procesu jego kanonizacji i nie wiem co liczyło się bardziej: podjęcie kolejnej Krucjaty dla wyrzynania niewiernych czy dobroć serca skierowana ku własnym poddanym.

Czasami zaskakuje mnie, że instytucja dbająca o ponadwiekowe cele i z dwoma tysiącami lat tradycji, nie robi pierwszych kroków, by za parę wieków dojść do jakiegoś godnego współżycia z ludami wielbiącymi Allacha. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś z państwa napotykałby w Niemczech plac gubernatora dra Hansa Franka - o ile przeżyłby prawdopodobny atak serca, po powrocie do Kraju miałby dużo nienawistnych słów do rozgłoszenia. Cóż, we Francji parę milionów muzułmanów nieuchronnie napotyka ślady kultu Świętego Ludwika, i w tej rzeszy wiernych pewien procent nieuchronnie zainteresuje się dokonaniami tej postaci.

Domyślam się, że zabieg redukcji zastępu świętych nie jest prostym wykreśleniem z kalendarza, ale jesli naprawdę ten Kościół ma wizję wielowiekową to w jakimś momencie musi zacząć działać. Proszę zauważyć, że nie interweniuję w kwestię życia wiecznego króla Ludwika. Nie chodzi mi o to czy on w lepszym świecie chodzi z harfą czy bez. Idzie mi tylko i wyłącznie o to czy z dusz przyjętych do nieba (a jest tam przecież spory tłum dobrych chrześcijan) ten jest idealnie dobrany na moralny wzorzec i ideał dla żyjących.

Więcej powiem. Kościół wiele by zyskał usuwając go z kalendarza i kanonizując moją teściową, panią Nadir. Wiem, że trzeba dowodów cudów, ale w moim przekonaniu jest wielokrotnym cudem, że w tamtym środowisku, na tamtej ulicy, w tamtym ubóstwie, zdołała ona wychować i wykształcić gromadkę dzieci; wszyscy moi szwagrowie i szwagierki są prawymi i odpowiedzialnymi osobami, żyjącymi zgodnie ze swoimi zasadami i bez nałogów.

Ponadto, usunęłoby się w ten sposób haniebny czyn prałata z kościoła - macierzy w Santo Amaro. Ten sam brutalny los, który ją doświadczał przez całe życie, zadał ostatnie ciosy w końcu jej drogi. Ten lekarz, który uśmiercił jej córkę, pracującą dla niego przed laty, ten sam lekarz popełnił tym razem fachowy błąd skracając jej lata. A było to w jej rodzinnym Santo Amaro i szwagierka wiedziała, że jeśli w katedrze ogłoszą o śmierci pani Nadir, parę tysięcy osób pojawi się na pogrzebie, bo jej prawość i dobroć była powszechnie znana. Ale prałat dowiedział się, że była parafianka uczęszczała od lat do Kościoła Czworokątnego i nie wypowiedział głośno jednego słowa. I nie zawiesił najmniejszego oznajmienia. Na pogrzebie było zaledwie koło dwustu osób.

Jestem pewnien, że dla pani Nadir zostanie świętą nie miałoby najmniejszego znaczenia, protestanci nie uznają tej godności. Ale dla Kościoła byłoby to dobrym początkiem - może kiedyś uznałby za świętego któregoś z muzułmańskich męczenników, zamordowanych w czasie wypraw krzyżowych.

Jeśli ktoś z państwa myśli, że emocje przyniesione wspomnieniem tej kobiety wpędziły mnie w przesadę, proszę wyobrazić sobie jak by wyglądał świat gdyby za ileś lat nowoodrodzony chrześcijanin i przywódca pierwszej Krucjaty XXI-go wieku George W.Bush został wyświęcony a w świecie muzułmańskim za proroka został uznany wielki bojownik z Szatanem, Osama bin Laden. Jeśli państwa nie bawi ta wizja, to należy zacząć coś robić przynajmniej po tej stronie przedmurza; zmiana nastawienia instytucji Kościoła do wojny jest bardzo potrzebna. To nie do pomyślenia, by głoszący przesłanie z innego świata przekazywali wiernym przekonanie, że „nasi lepsi” to słowo Boże a nie geograficzna ofiara załamania świetlnego promienia.

Dziwne rzeczy mówię, wiem o tym. I chyba oczekuje mnie gorsze przyjęcie nie od katolików. Oni uświadomią sobie, że jedna sprawa to mój szacunek dla ich wiary a druga to moje pełne prawo do zajmowania się wszystkimi efektami materialnymi tego duchowego nastawienia. Bardziej krytycznego spojrzenia mogę oczekiwać od reszty społeczeństwa (to znaczy tej garstki osób, które do tych słów dotrą). A może nie tyle „krytycznego” co „obojętnego”. Prawie słyszę te uwagi: „no co ty się wysilasz, przecież głową muru nie przebijesz”. Zaraz powiem co o tym myślę, ale proszę mi pozwolić, że powrócę do piętnastu dwudziestek.

Trzecią grupą ludzi zainteresowanych historią tego szpitala to … no właśnie, niespodzianka. Muzułmanie. Otóż król Ludwik czegoś tam nauczył się w rozjazdach. Szpitale tego typu nie były rzadkością w muzułmańskim świecie (tak jak i łaźnie - czy pamiętają państwo, że Hiszpania dopiero w końcu XIX-go wieku wróciła do poziomu higieny, który narzucili jej nienawistni najeźdźcy arabscy?) W Europie dbano o chorych, owszem. O bogatych. O rannych żołnierzy. Ale zwykły lud pod opieką, gdy jej potrzebował? Całkiem rewolucyjny pomysł.

Wydaje się, proszę państwa, że spłacimy im ten dług. Aha, mówię my, bo jeśli przez setki lat nie zostanie nam zapomniane uczestniczenie w inwazji, to niech przypłynie i do nas nieco miłych tonów tej wojennej symfonii. Wiedzą już państwo o czym mówię? Tak, chodzi mi o kontrakt korporacji Bechtel Group. Rzecz jasna, nie idzie tu o żadną filantropię. Nawet gdyby Kartagina nie istniała, to należałoby ją zbudować i zburzyć, bo ponad 80 miliardów dolarów na utrzymywanie jej w ryzach i pokojowa rekonstrukcja jej struktur to coś budującego. A cząstka, która ma przypaść na początek inżyniersko rozwiniętej korporacji - 680 milionów dolarów za odbudowę paru tysięcy szkół i szpitali - może uciszyć ichni szloch spowodowany egoistyczną niewdzięcznością boliwijskiego ludu, który nie zgodził się na kupowanie od nich swojej boliwijskiej wody. Chociaż sprawa jeszcze nie jest zakończona i może okazać się, że właściwe (czyli osadzone w Montanie czy w Nebrasce) sądy dojrzą słuszność podlądów Bechtelowych prawników.

Proszę nie dziwić się ilości. Szkoła to nie zawsze jest szkoła, czasami był w niej ohydny wróg. I w szpitalach leżeli nienawistni kmotrzy Saddama. Więc trzeba było całe to tałatajstwo zbombardować. Całe szczęście, że mieliśmy inteligentne bomby.

Wpadała taka bomba do szpitala i rozglądała się sprawnie. Która tu morda wygląda na członka partii Baath? No to łup. Ale delikatnie, minimizując collateral damage. „Szkody uboczne”, proszę państwa, to w zasadzie to samo co „przyjazny ostrzał”, jeno zastosowane nie do naszych a do prawie sprzymierzeńców, tyle że nieświadomych, bo cywilnych.

A szkoły jak szkoły, nie rozpraszajmy się na niekonstruktywnej krytyce, ważne że odbuduje się ponad cztery tysiące szkół i szpitali, czyli w skali historycznej nasz honorowy dług zostanie spłacony z nadmiarem. A jeśli będzie ich bolało sumienie, że tak nas wykorzystują, to przecież mogą nam sprezentować parę baryłek. My nad baryłkami zapalimy z nimi fajkę pokoju i dobrze nam to się będzie pykać. Najważniejsze, że w tym meczu dobrych wpływów Zachód wygra - gdzieś w stosunku cztery tysiące do jednego.

Co do gadania po próżnicy i naiwnego ględzenia, to najpierw wspomnę znane mi precedensy. A może wystarczy jeden, ale dobrej jakości? Myślę o Andrzeju Grzegorczyku. Takie naiwne rzeczy mówił i pisał. Wszyscy dookoła wzruszali ramionami.

Niezbyt poważnie traktowano jego styl bycia - sandały na każdą pogodę, wypłowiałe koszule. Co to za profesor logiki, który chce, żeby zamiast rosnąć wyżej i ruszać się szybciej, Warszawa wyciszyła ruch samochodowy i słuchała kwakania powszechnie hodowanych kaczek? Mrzonki, bez oparcia w jakiejbądź licznej grupie społecznej, prawda? Ale bez jego uwag świat byłby trochę gorszy. Cieszę się, że czasami mogłem słyszeć i czytać te jego naiwne rozważania.

Czy ględzę naiwnie dlatego, że ze starości wracam do zdziecinnienia? Chyba to nie tak, zapewne nigdy nie wydoroślałem. Bardzo mi to pomogło w życiu. A co do najczęściej słyszanego ostrzeżenia „głową muru nie przebijesz”, niegdyś rozwiązałem tę dziecinną zagadkę. To mury i betony czynią tę dywersję, sugerując, że głowa służy do bicia. Oczywiście żaden beton bijącej głowy nie boi się. Ale czy zauważyli już państwo, że jeśli spokojnie i systematycznie mówić, to czasami mury i betony trzęsą się? I wcale nie tak rzadko idą w rozsypkę? Więc szanowne betony, wybaczcie, ale nie będę bić. To wasza gra.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu