<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Nie rozdam należycie kopirajtów, bo nie pamiętam kto co wymyślił. Wariant z przyspieszonym oddawaniem figur był Bogusława Hajduka, ale pozostałe? Ponieważ nikt niczego nie patentował, do dziś powinno być wielu autorów tych pomysłów. Wszystko, co jest zabawne, jest wynajdowane co pokolenie, a mówię o wynalazkach sprzed trzydziestu lat. Ponadto, pomysł ze sklejaniem kartki brzegami, żeby dostać rurkę, mógł wpaść każdemu do głowy, ale u matematyków jest obowiązkowym ćwiczeniem.
Tak czy inaczej, gdy nużył nas skat i brydż, Monopol, Giełda, kanasta, 20 pytań oraz zwykłe ludzkie plotkowanie, grywaliśmy we Wrocławiu w warianty szachów, które dla widzów nie miały kropli sensu i dlatego były świetną rozrywką.
Pierwszy jest zabawą wymagającą trochę wyobraźni. Skleja się brzegi z lewej i z prawej strony i znienacka najsłabsze pola stają się najsilniejszymi.
Drugi jest cudownym bałaganem. Zbita figura nie opuszcza szachownicy, zbijający musi gdzieś ją ustawić, ale nie może wydziwaczać: pionki nie pojawią się na własnej pierwszej linii, gońce muszą zachować kolor swych pól.
Najśmieszniejszy jest trzeci wariant, gdzie wygrywa ten, kto ostanie się na szachownicy jedynie ze swoim królem. Matując niechcąco przeciwnika automatycznie przegrywa się partię. Zbijanie (gdy możliwe) jest obowiązkowe. Taki skrajny altruizm.
Oczywiście nie ma tu rewelacji, takie sobie pomysły szachowych amatorów. Zupełnie inaczej by to wyglądało gdyby wymyślił coś podobnego jakiś poważny szachista. Na przykład Bobby Fischer.
Ach tak? Słyszeli o nim państwo ostatnio? A kto nie słyszał. Jeśli państwo znają o nim najświeższe nowinki, to chętnie je usłyszę, bo moje mają już parę tygodni, zatrzymałem się na etapie gdy ani go nie przekazują w kajdanach do USA ani nie pozwalają ślicznej panience zarzucić mu chustę na głowę i zakrzyknąć mój ci jest! Ale cała ta sprawa jest tak dziwaczna, że zanim zrelacjonuję jak Fisher zaproponował zmodyfikować szachy, by wyciągnąć je z domeny kujonów i moli książkowych, przypomnę parę wcześniejszych momentów z jego działalności.
Czy znowu będę mówić o sporcie? No, nie wiem ile w szachach XX-go wieku było sportu. Nie znam motywów, które skłoniły Wielkich Wodzów Rewolucji do rozprzestrzenienia ludowych i anty-imperialistycznych szachów po całym CCCP. Na sukcesy trzeba było nieco poczekać, ale gdy przyszły to dowiodły równie jasno jak Łajka, że komunizm góruje nad wszystkim, a może nawet nad samym sobą. Od kiedy Botwinnik zdobył w 1948 mistrzostwo świata, ważne rozgrywki zaczęły coraz częściej być wewnętrzym radzieckim problemem.
Czy 20-letni Fischer narzekający w 1963 roku, że Rosjanie po kmotrowsku załatwiają między sobą remisy, był wariatem czy bojownikiem o czystość sportu? Odpowiedź zależała w dużej mierze od miejsca zamieszkania wypowiadającej się osoby. Ale szachiści z CCCP chcieli z nim grać, wiedzieli, że tak twórczego gracza świat jeszcze nie widział. Więc pogwałcono tu zasadę, tam regulamin, aż wpisano go do Turnieju Kandydatów, mającego wyłonić przeciwnika dla panującego mistrza świata. Wygrał go.
Czy pamiętają państwo okoliczności sławnego meczu Borys Spasski - Bobby Fischer? Międzynarodowa (czytaj: radziecka) organizacja szachowa nalegająca, by nie pozwolić Fischerowi grać i utrzymać Spasskiego jako mistrza świata. Henry Kissinger piszący liścik do Fischera zachęcający go, by nie wycofywał się z rozgrywek. Fischer zużywa czas na narzekania i przegrywa dwie partie, ale gdy wreszcie zabiera się do roboty, likwiduje radziecką dominację szachową.
A potem znika. Gdy wraca, stawia tyle wymogów, narzeka i dziwaczy tak, że go dysklasyfikują i wszystko wraca do normy, czyli tytuł wraca do CCCP. Ale przedtem radzieckie władze sportowe i niesportowe dobierają się do skóry Spasskiemu za zdradę ojczyzny i oddanie prymatu zgniłym imperialistom. (Saddamowe techniki zachęcania graczy do wygrywania nie były powszechnie używane w CCCP. Zatruwano zwyczajnie życie, bez łamania kości.)
Prawie wszystkie narzekania Fischera z czasem uznano za zasadne. Nie wolno już dziś pufać cygarami w nos, bić brawo, hipnotyzować przeciwnika, brzęczeć kamerą czy płacić zbyt mało za transmisję w tv. Ale sposób, w jaki walczył on o swoje zasady
Czy ktoś z państwa już współżył z geniuszem? Ja owszem i dlatego bardzo mi żal wszystkich, którzy musieli mieć kontakt z Fischerem. (Proszę nie pytać mnie o imię mojego geniusza. Nie jest sławny. Jest nieudany, i chyba takim zostanie, bo ma koło 50-ki i coraz mniej chce mu się ciężko pracować. Ale kto wie, może jeszcze zabłyśnie. Mój geniusz też zyskał sobie licznych i wiernych wrogów za publiczne manifestowanie antysemityzmu.) Ale na szczęście dla społeczeństwa ma on obyczaj zanikania gdzieś w centrum Ziemi, i wyłania się tylko gdy podsuwają mu parę milionów dolarów. To właśnie zdarzyło się w 1992, gdy jakiś jugosłowiański bankier wyłożył 5 milionów dolarów na rewanż Spasskiego. Fischer dostał jego dolę za wygranie, czyli 80% tego, ale naraził się Bushowi Tacie. Bowiem pan Prezydent wydał executive order czyli nakaz (a raczej zakaz) królewski, że do Jugosławii Prawdziwym Patriotom jechać nie wolno. Nawet, żeby zgarnąć 4 miliony.
Wcześniej wychynął, by pograć przeciw komputerowi; później czar dolara zaniósł go na Filipiny. I tam właśnie chciał lecieć z Japonii, gdy władze go przyskrzyniły oświadczając mu, że jego paszport USA stracił ważność. Bush Synalek jeszcze nauczy tego amatora jak się gra w prawdziwe szachy.
Z rozpaczy postanowił ożenić się ze swoją odletnią japońską ukochaną, ale władze japońskie sprytnie zauważyły, że nie ma on właściwych dokumentów na zawarcie międzynarodowego małżeństwa. Wydaje się, że go w istocie upupią, póki co to tylko zmuszając do przebywania w celi z palaczami, ale gdy przekażą go do ciupy w Houston coś mu tam wymyślą, żeby odżałował no właśnie, proszę państwa, o co tam naprawdę chodzi?
To prawda, po ataku saudyjskim na Nowy Jork wychwalał ten akt w wywiadach. Ale wygadywanie kretyństw jest obrzydliwością, a nie zbrodnią. To prawda, bluzga antysemityzmem (dość dziwne zjawisko u człowieka mającego żydowską matkę), ale jeśli za to wsadzać do ciupy to zmniejszą się o 10% dochody telepsa, gdy uwięzią 10% polskich internautów. Działa coraz bardziej jak osaczone zwierzę - pomysł upomnienia się o niemieckie obywatelstwo z racji posiadania ojca-Niemca nie może wypalić, bo negowanie istnienia Holocaustu nie jest dobrym debiutem w tej grze. Dlaczego nie pozwolą mu po prostu wydawać miliony na psychiatrę i grać w sterylnych warunkach przeciw zwariowanym multi-milionerom? Albo wrócić do życia w Bułgarii, co jest bardzo ciekawym aktem pokuty.
Proszę państwa, cykl jego wymogów, które postawił władzom szachowym w 1975 roku (w konsekwencji obwołano mistrzem świata Anatolego Karpowa) był dziwniejszy niż średnia jego poczynań. Tak dziwny, że pojawiły się teorie konspiracyjne. Najciekawsza z nich sugerowała, że tak jak skłaniano Fischera do odebrania Rosjanom mistrzostwa (proszę pamiętać, że Estończyk, Żyd czy Ormianin, gdy wygrywał był mianowany na Rosjanina), tak po trzech latach zapłacono mu, by nie stanął do turnieju. Miało to w delikatnym języku dyplomacji znaczyć: a wsadźcie sobie gdzieś te wasze tytuły. To teoria tak głupia, że może nawet być prawdziwa. W końcu, kto kiedyś uwierzy, że jeden pan prezydent zakopie w pustyni w drugim końcu świata kilkadziesiąt miliardów dolarów tylko po to, żeby pokazać tacie, że już jest dorosły.
Społeczne poglądy Bobby Fishera mają duży kontakt z rzeczywistością. Marsjańską. Ale gdy wymyśla coś związanego z szachami, można siąść i podziwiać. Czy wiedzą państwo, że oficjalne turniejowe zegary szachowe to jego pomysł? A jego najciekawsza idea może uratować szachy od komputerowej nudy.
Już od dobrego czasu komputery są no, nie użyję słowa lepsze, nie są lepsze od graczy, są wydajniejsze od nich. Wygrywają. Nawet przedostało się to zjawisko do literatury, w pewnym dziele fabuła jest oparta na komputerowych analizach partii. Ani mi w głowie napomknąć nazwisko autora, ktoś czytający książkę wściekłby się gdybym w ten płaski sposób zepsuł mu przyjemność lektury. Tak czy inaczej, dla graczy złożonych z białka coraz mniej tu pola do działania.
Fischer wymyślił losowy wariant partii, w której początkowe ustawienie figur byłoby przedstawione w ostatniej chwili. Parę sensownych reguł czyni tę propozycję zupełnie rozsądnym programem. Te reguły mówią:
Podobno jest 960 takich początkowych pozycji. Wystarczająco, by odebrać prymat tym, co wykuwają klasyczne debiuty do 40-tego ruchu i czynią partię szachów tak podniecającą rozrywką jak opowiadanie z notesika dowcipów o blondynkach.
Jedno tylko mnie zastanawia: czy znoszenie geniuszów na codzień nie jest zbyt wysoką ceną dla społeczeństwa za postęp w jakiejś dziedzinie?
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu