Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
przedkropek przecinkowy:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 73, 5/X/04

Zapiski do holistycznego raportu

Proszę państwa, strasznie mi się popermutowały zapiski. A miałem zamiar złożyć je w spójny i wymowny raport o stanie świata. Może dopomogą mi państwo z odpermutowaniem tego?


"Things explain each other, not themselves." Jak to po naszemu? „Jedne rzeczy wyjaśniają drugie; one nie wyjaśniają siebie samych” To George Oppen. Fascynujący człowiek. Umiał pisać, umiał milczeć. 24 lata nie publikował, gdy myślał, że nie miał przesłania. Lepszy niż cykada: prawie ćwierćwiecze przytajenia, a potem eksploduje wierszem.


My też nie gęsi. Cytował Janusz Mika w Neutronach 3/1997:

Pewien działacz Solidarności, który po 1981 roku znalazł się za granicą, zapytany o wykształcenie z dumą odpowiadał: „Z wykształcenia jestem Polakiem”.


Któregoś dnia przyszła na konsultacje S. Nie miała pytań lecz ogólne wskazówki o życiu. Chyba czuje się moją koleżanką, bo choć u nas jest studentką to jest jednocześnie pracowniczką w sąsiednim instytucie. Wreszcie spytała: „czy pan mógłby mi pożyczyć jakąś książkę?”. Myślałem, że chodziło o album z Alahambry, który pokazywałem na wykładzie czy też o malunki Eschera. Pytanie kontrolne „jaką książkę?” ujawniło nieprzewidziany podkład filozoficzny. „Nie wiem, jakąś książkę; bo pan zawsze mówi na wykładach o książkach…”.


Artykuł o stanie nauczania matematyki w USA. Zlecano dzieciom z czwartej i piątej klasy przedstawienie jakiejś realnej sytuacji ilustrującej to, że 6 x 3 = 18. Nie potrafiły tego uczynić (74% i 84% niepowodzeń; im dalej w las tym mniej myślenia) ale gdy pojawiała się próba, mogła porazić bardziej niż jej brak. Rzekło pewne dziecię:

„W poniedziałek kupiłem 6 pączków. We wtorek kupiłem 3 pączki. Więc 6 x 3 to 18”.


Donosy z końca marca:

Coś optymistycznego

Rz donosi, iż w bardzo popularnej w Polsce Olimpiadzie Wiedzy o Unii Europejskiej zwyciężył (i zdobył indeks Uniwersytetu Warszawskiego) Rafał Sidorowicz z małej mazurskiej wioski Babrost. Ma cztery km do szkoły ze swojej wsi, w której jest osiem telefonów, dwadzieścia kilka domów i leśniczówka. Książki kupowała Rafałowi babcia ze swojej emerytury. Rafał ma komputer, ale nie internet (za drogo).


Chcę opowiedzieć o tym zadanku z trójkątem równobocznym w kwadracie (zaczyna się dobrze. Prawie mistyczne symbole osobliwej sekty) ale będzie tam argument o twierdzeniu Talesa. Muszę wyjaśnić co to. Immer wieder, immer wieder … Czy historyk cytując odniesienie do konia trojańskiego wyjaśniałby kto to był Homer? Tak, chyba tak. Ale z prześmieszkiem: „na wszelki wypadek, jeśli mamy tu zupełnych ignorantów …” Tylko, że w gruncie rzeczy wyjaśnienie często by było tak techniczne i nudne jak wyjaśnienia matematyków o twierdzeniu Talesa. Czy powiedziałby, że może poematy Homera sklejały w jeden naród setki rozsypanych po świecie kolonii osadników? Że pojmowanie słowa „my” wytwarzał ten sam rytm skandowany wokół całego Morza Śródziemnego?

Muszę opowiedzieć laikowi o co idzie w twierdzeniu Talesa? Może tak: żyję w świecie, mierzonym przez różne cywilizacje. Jedna używa stóp, a druga metrów. Choć przypisują mi i mojemu psu różne liczby, ich stosunek będzie taki sam, za każdym razem wyjdzie, że jestem cztery razy wyższy od psa. Albo inaczej: w tajemniczy sposób powiększają jakoś cały nasz świat, ale równiutko i naraz, tak, że nikt tu niczego nie uświadomił sobie. Więc może teraz nie mam nosa na trzy a na osiemnaście centymetrów, ani ja ani mój pies nie dowiemy się o tym, bo ja ciągle jestem cztery razy wyższy od niego; rozciąganie czy kurczenie całości nie zmienia wewnętrznych relacji.

Znalazłem w jakiejś starej księdze przepis na wpisywanie w kwadrat ślicznego trójkąta równobocznego. Rysunek chyba mówi to lepiej niz ja:

Zabawne jest to, że zgrabnym machnięciem płetwy, bez jakichkolwiek rachunków, można przekonać się, że równoramienny to on jest, ale równobocznym żadna siła go nie uczyni. Poprosiłem studentów: wyjaśnijcie, czemu konstrukcja jest zła, jakiego rzędu jest jej błąd. Parę osób z dumą poinformowało mnie: narysowały to w różnych skalach, mierzyły linijką. W istocie, zawsze okazywało się, że boki mają różne długości.

O Lelum Polelum. Uczą się twierdzenia Talesa w szkole. Potem na uniwersytecie. Wkrótce sami będą go uczyli w szkole. Potrafią wyrecytować a nawet (sztuka, której ja nie potrafię dokonać) dowieść go. Ale nie wierzą ani kropki weń. I jak chcą sprawdzić coś, trzy razy rysują w różnych skalach i mierzą. Linijką!


Opowiadała mi Vanilda o swoich koleżankach, gdy miała wykłady z ewolucji: w jakichś sposób potrafiły one uznać nauki książkowe za sprzeczne z tym czego nauczyły się w domu z Biblii. Uczyły się teorii ewolucji, zdawały z niej egzaminy, miały wkrótce uczyć jej w szkołach. Ale na prywatny użytek ani trochę w nią nie wierzyły. Oczywiście nie rozumiały ani słowa o czym tam mowa i choć ich profesorowie (biologia z UFSC jest jedną z lepszych w Brazylii) nigdy nie mówili im o ludziach pochodzących od małp i nigdy takich dziwactw nie odpalały na śpiewająco zdawanych egzaminach, były przekonane, że właśnie to jest esencją teorii ewolucji i z zapałem po wyjściu z sali wykładowej takie pojęcia zwalczały.


Kiedyś bardzo zaśmiewałem się oglądając Monty Python. Nie wiem czy jeszcze dziś śmiałbym się. Zbyt duża tam doza realizmu.


Prychałem w rozmowie z Waldirem na ów moment kastracji umysłowej, gdy nauczycielka oświadcza: „a na jutro macie nauczyć się na pamięć tabliczki mnożenia”. Ani szansy nie dadzą dzieciątkom porobić odkrycia o kwadratach i prostokątach, o dziwnych regularnościach i o tym, że da się zrozumieć a nie wykuwać, o tym, że dorośli mają kłopoty z 7 x 8. Popatrzył na mnie kpiąco i spytał: „czy myślisz, że w nauczaniu biologii jest lepiej? Wykuwają wszystko o fotosyntezie a nigdy nie patrzą na strukturę liścia”.

W istocie, nie patrzą. W telewizji nie pokazują liści w zbliżeniu. Chyba że spadający liść figowy.


Wykład pani psycholog w szkole Adriana. Nader ożywiona, opowiada wice o Syndronie Nadmiernej Ruchliwości z Brakiem Uwagi, mnósto rad i porad dla nauczycieli i dla rodziców. Podobała mi się ta, żeby zamiast krzyczeć, zaskoczyć dziecko niespodziewanym pocałunkiem. To wszystko odkrycia naukowe z USA. Doceniam i wyobrażam sobie: jak tata, co zawsze wrzeszczy, znienacka pocałuje, dziecko tak osłupieje, że przez tydzień nie będzie hiperaktywne. Może nawet zamrozi je na rok.

Ani słowa o przyczynach nowej a powszechnej choroby. Ani słowa o tym jak wyjść z niej. Ani jednego dowodu, że to choroba. Kupa zaleceń jak sobie z tym radzić.

Po wykładzie zdaje się była sprzedaż jej książki. Nie doczekałem do końca, robiłem się hiperaktywny. Myślę, że owa pani nie zauważyła, że dzieci przychodzą na świat ze sprężynkami w środku. I im zdrowsze dziecko tym wyżej sprężynuje. I że kiedyś dzieci ganiały - jak dom był za mały to ganiały po parku albo po ulicy. Ale teraz nie ma ulicy. Jest polowanie na pieszych. I wszechobecna agresja. A w domu jest telewizor. Dziwne, sprężynki wyłączają się przy włączaniu tv. Ale główki też. I rosną hiperaktywne ofiary, przyszli konsumenci poradników psychologicznych.


Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu