<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
[...] dwa słowa o Trebel. To była naprawdę udana wycieczka, no bo pomyślcie tylko: największe w Niemczech kwitnące wrzosowisko (500 ha), a więc fioletowe morze, z którego wyrastają białe brzozy w zielonych sukienkach, gdzieniegdzie przybrane złotem, a nad tym niebieskie niebo ozdobione białymi chmurkami.
Aż mi zafalowało pod oczami. Ale to musi być sierpień. A może w następnym roku uda mi się?
A był to okres sportowy i Joanna dodaje:
Od czasu do czasu ogladałam przez jakieś 5 minut TV i wydawało mi się, że tylko Niemcy biorą udział w Olimpiadzie jak na imprezę miedzynarodową to bardzo nacjonalistycznaW istocie. Lecą sobie dziennikarze z Urugwaju przez pół świata i radośnie pokazują rodakom - no co oni pokazują? Urugwajczyków, oczywiście. Lecą Australijczycy i pokazują Australijczyków. Lecą a co ja będę nudził państwa wymienianiem dwustu nacji. Po prostu: wszyscy mają kukunamuniu. Zamiast zobaczyć co się dzieje ciekawego u innych ludzików pokazują, że naszie łuczszie. Co za zgaga.
Ale były tam i ważne pedagogicznie momenty. Przypomniałem sobie cenną naukę z Olimpiady: zostało tam naukowo potwierdzone, że Chiny są najliczniejszą nacją na świecie. Kto w to nie wierzy, niech poczeka jeszcze cztery lata, to zobaczy.
No i zaczął mi się cykl sportowych refleksji. Dziesięć miliardów dolarów zadłużenia. Yyyy
Przepraszam. Musieli mnie reanimować. Dziesięć nie, lepiej nie myśleć o tym, bo odwinę orła. Przecież za takie pieniądze to można sobie kupić zmianę ustroju w Wietnanie. Albo w Zimbabwe i Mozambiku.
Potem przyszedł mi na myśl Robert Korzeniowski. Nawet nie skarżył się zanadto na tem samotny finisz. Po prostu, wisi to ludziom. Kto by chciał oglądać godzinami strzelanie z łuku, walkę hai-hop, podrywanie sobie kręgosłupa albo chwytanie sportowców na oddawanie moczu. Nuda i rutyna. Jedynie politycy bacznie śledzili rozdawanie medali. Ta izraelska pani minister od Oświaty, Kultury i Sportu wynajęła rakietę, żeby dolecieć do Grecji na czas robienia zdjęć z owym złotym windsurfistą.
Później przyszła satysfakcja. Wszyscy mówią o Brazylii. Wprawdzie Vanderlei Cordeiro de Lima przegrał pojedynek z nawiedzonym Corneliusem Horan, ale jednak zdobył medal. A ten grecki policjant ze swoim ciężkim rowerem nawet nie dostał puktów za zaszczytną szóstą pozycję. No tak, 20 km/godz nie wystarczało, by doścignąć biegaczy. Ach, co to by było gdyby Al-Kaida wpadła na pomysł przebierania się za irlandzkich księży
Przypomniałem też sobie, że pewna nacja, przetłuszczona aż do ohydy (40% ludności z poważną nadwagą i z problemami dotyczącymi cholesterolu) dostała nagrodę pocieszenia: ponad 100 medali. Wprawdzie przeżywalność tych ich medalistów nie jest wysokiej klasy, ale póki żyją to narodowi dodają nadziei. Więc słusznie dostają te medale.
A nawet jak niesłusznie, to kto to udowodni? W końcu, to kwestia wysoko rozwiniętej estetyki, by móc odróżnić skok, który wart jest 9,485 puntów od takiego, który zasługuje tylko na 9,390. Podobno ładne prezenty rozwijają zmysł estetyki sędziów i sędzin, ale subtelne dusze mają też subtelne potrzeby, więc nie ma tu zasadniczych sprzeczności.
A potem przeczytałem sobie jeszcze raz ten felieton Stanisława Tyma Pisze on (jak zwykle do rzeczy) o świecie antycznym i o dzisiejszym:
Wrogie sobie prowincje i zwaśnione miasta zaprzestawały walk między sobą, przerywano wojny na czas igrzysk. Olimpijski spokój ogarniał świat Na czas igrzysk olimpijskich, przywróconych przez francuskiego pedagoga, nie przerywano wojen. Zrobiono odwrotnie. Na czas wojen odwoływano igrzyska!
Proszę państwa, ktoś tu jest poważnie i nieuleczalnie chory na schizofrenię - i zaczyna mi się wydawać, że to nie ja. Ale jeśli nie ja to kto?
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu