<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Ale znałem już ten fenomen skądinąd. To nie o mnie chodziło. Spojrzenia pań nie były prywatnym komunikatem dla mnie ale częścią niewidzialnej wojny toczonej przez panie idące z paniami siedzącymi. Więc nie przejmując się mową oczu siedziałem ciepłą nocką w centrum Campinas pijąc należycie schłodzone piwo i słuchałem wynurzeń wytwornej prostytutki.
Pominę cały początek naszego poznania się, w gruncie rzeczy chciała zarobić i zaoferowała serviço total ale szybko rozważyliśmy ciekawszy wariant wspólnego piwa i gawędy. Warto było słuchać jej. Uroda, elegancja i kultura wysłowienia. Łatwo było uwierzyć, że jej klientela była ze społecznej śmietanki miasta.
Rozmowa była niespieszna, więc zapamiętałem wiele szczegółów. Lecz nie pamiętam imienia dziewczyny. Z pewnością podała robocze zawołanie. Nieprawdziwe imiona ułatwiają zwierzanie się z prawdziwych przeżyć.
Część rozmowy dotyczyła jej kilkunastoletniej córki. Dziecko chodziło do dobrej szkoły ale dotarły tam plotki o zajęciu matki i dziewczynka cierpiała nie umiejąc sobie poradzić z tym. Oprócz szkolnych rat muszę też płacić jej konsultacje u psychologa. Ona uczy się unikać reakcji agresywnych. Zaskoczyła mnie tym. Cóż psycholog mógł tu pomóc? Okazało się, że mógł. Dziecko zaczęło akceptować związek między jedynym zajęciem z przyzwoitym wynagrodzeniem, dostępnym dla jej mamy a swoimi szansami życiowymi oferowanymi przez naukę w dobrej (więc drogiej) szkole.
Uzmysłowiło mi to jak bardzo świat oddalił się od tego co znałem z młodości. Psychologów znałem tylko z poradni zawodowej i z wizyty w domu dziecka. Z własnymi konfliktami radził sobie człowiek studiując bardzo stare księgi, bo w nowych stało, że socjalistyczne warunki życia wyeliminowały konflikty psychologiczne. Jakiś podręcznik psychologii z lat 30-tych zeszłego wieku, który upolowałem na strychu u znajomych, zalecał samotne zwalczanie poczucia małowartościowości. Tanio i szybko. Należało parę razy dziennie stanąć przed dużym lustrem w pełnym świetle i patrząc sobie samemu zdecydowanie w oczy głośno powtórzyć: Jestem Napoleonem! Jestem Napoleonem! Jestem Napoleonem! Podobno w parę tygodni następowały odczuwalne zmiany osobowości.
Wertując Wybór Pism Simone Weil (Instytut Literacki, Paryż 1958) znalazłem kiedyś urywek pokazujący, że zmiana naszych przekonań o własnej wartości z lepszych na gorsze jest dużo łatwiejsza i szybsza. Różne instytucje mogą nam odmienić osobowość bez użycia lustra. Oto co pisała ona (na stronach 82-83):
[...] przypominają o niewoli większe i mniejsze dolegliwości, jakich stale doznaje w fabryce ludzki organizm [...] Nie cierpienia związane z koniecznościami pracy, bo te można znosić z pewną dumą. Ale takie, które są bezużyteczne. Ranią one duszę [...] Ciało i myśl kurczą się pod dotykiem tej rzeczywistości. Jak gdyby ktoś powtarzał, co minuta na ucho, nie pozwalając nic odpowiedzieć: Jesteś tutaj niczym. Nie liczysz się. Jesteś tutaj żeby naginać się, znosić i milczeć. Takiemu powtarzaniu nie podobna się oprzeć.
Jak państwo pamiętają, ta intelektualistka poszła do pracy w fabryce właśnie po to, żeby zrozumieć co oznacza praca w fabryce. Wydaje się, że zrozumiała doskonale. Schorowana, płaciła cierpieniem, by móc nam powiedzieć o swoich wnioskach. Kto wie czy śmierć tej mającej 34 lata kobiety nie została przyspieszona jej fabrycznym eksperymentem.
Fabryki, armie i korporacje rozwinęły techniki pomniejszania i przytłamszania szarych ludzi. Ale środki obronne też rozwijały się i naiwne techniki autosugestii poszły do lamusa.
Tak nam się rozmnożyły problemy i psychologowie, że każdy z nas może ze swoim problemem iść do swojego psychologa (a najczęściej psycholożki) i płacąc tyle co za konsultację medyczną usłyszeć jak podleczyć swoją duszę.
Niski koszt szkolenia psychologów umożliwił tworzenie nieskończonej ilości wydziałów psychologii. Spokojnie, proszę pani, w Brazylii, w Brazylii. Jedyny modniejszy i łatwiejszy kierunek studiów to menadżerstwo. Jak wiedzą państwo, menadżer to ostatnie stadium komiwojażera więc rozchodzi się to po świecie bardzo szybko.
A więc świat jakoś tak się kręci: coraz większa ilość menadżerów menadżeruje, czyniąc możliwe i niemożliwe, by właściciele olbrzymiej części świata posiadali jeszcze więcej jego kawałków. Z tej przyczyny coraz więcej osób cierpi z nadmiaru pracy, z braku pracy albo też przez jej bezsensowność. Mamy więc maszynerię do łatwego tworzenia wielu problemów przez nielicznych dla rozlicznych.
Ten społeczny problem jest pod kontrolą, bo armia psychologów oczekuje z rozłożonymi sofami na tych, którzy kładąc się na sofie dorzucają sobie problem ze znalezieniem pieniędzy na konsultacje.
Tyle problemów, tyle ofiar, tylu psychologów. To można uprościć. To trzeba uprościć. Uproszczenie jest proste. Choć nie jest łatwe.
Zamiast zaleczać skutki trzeba odmienić osobowość tych, co złe działanie świata powodują. Nie, jacy tam menadżerowie. Trzeba iść do tych, co kierują światem.
Nie chodzi tu o odradzanie komunizmów i Wyższych Szkół Wieczorowych Prowadzenia Świata. Proponuję, by zamiast kierować prostych ludzi do psychologów, posłać psychologów do tych, co mają pieniądze. Albo sławne nazwisko. Niesłychane kontakty z domu. Kontakty z zaświatem. Stare teczki z donosami. Uzasadnione przekonanie o własnej wadze. To oni wszyscy potrzebują długich i dogłębnych konsultacji.
Co ważniejsze: rzadko kiedy mieliby oni kłopoty z płaceniem za nie.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu