Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
ogonek bez przecinka:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 58, 20/IV/04

Ulica

Proszę państwa, rozgadywałem się o Japonii, Sułtanacie Nihar i Watykanie, wyrażałem sądy o słynnych poetach, politykach i bandytach - aż przyszło mi do głowy: a może zacząć by mówić na lepiej mi znane tematy? Może zostawić w spokoju wielki świat i poopowiadać o tej ulicy, którą chadzam parę razy w tygodniu?

To bardzo ambitny projekt, by nabrać pokory i przymierzyć się do zadania na właściwą miarę. Z niepokojem zastanawiam się czy podołam, ale jeśli nie spróbuję to nigdy nie poznam odpowiedzi. Więc zaprowadzę tam państwa na spacer.

Dochodząc do Ulicy widać niepokojącą tablicę na jednopiętrowym domku: „przyjmuje się chłopców na tygodnie i na miesiące”. To znaczy, niepokojąca nie jest tablica ale fakt, że nigdy tam nie widać jakiegokolwiek chłopca. Ale może oni śpią przez cały dzień. Zresztą, co by chłopcy robili na balkonie.

W sąsiadującym, nieco zaniedbanym domku mieszka bardzo gruby pan Miguel. Opiera sie o mur a jego pozę wiernie imitują dwa duże psy. Patrzą obracając głowami jak w strasznie powolnym meczu tenisowym i nie odzywają się.

Po drugiej stronie jest wywieszka: „Słodycze cioci Denise”. Mówią, że Denise podkochiwała się w panu Miguelu i przez pewien czas liczyła, że nawiąże bliższe kontakty otwierając sklepik „Żywność dla Dużych Psów”. Po roku czy dwóch rozczarowana brakiem akcji w tej sferze zmieniła branżę i przeszła na słodycze. Wtedy pan Miguel zaczął ją odwiedzać. Ale tylko kupuje słodycze, odbiera resztę i mruczy coś na pożegnanie.

Tuż obok, na pustym terenie leży oparta o skałę wielgachna płyta metalowa z zatartym napisem „Światowy Rząd Rozsądku - przyszłe instalacje Ośrodka Antropozofii”. Nikt nie wie skąd tam pojawiła się. Czasami siada na niej parę mew.

Kolejny niski dom robi wrażenie porzuconego przez właścicieli ale tylko Seu Mané odłączył się od świata, jego żona ciągle tam mieszka. Drobna, pogodna staruszka. Jej mąż wstąpił kiedyś do Kościoła Uniwersalnego i w domu zaczęło źle się dziać. Choć zawsze byli ubodzy, mieli uprzednio na jedzenie. Ale po jego nawróceniu się na wiarę biskupa Edira Macedo nędza weszła do domu. Staruszka uświadomiła sobie, że cała ich renta znikała po wizytach pastorów. Na początku miesiąca wychodzili uśmiechnięci i błogosławili dom. Po dwóch tygodniach nalegali, że przecież wierny obiecał kolejną ratę i nie może wymigiwać się od zapłaty pod pretekstem, że nie ma pieniędzy.

Ktoś z sąsiadów próbował rozmawiać z panem Mané - czemu daje wszystko co ma Kościołowi? „Nie, to nieprawda” wyjaśnił rozjaśniony Seu Mané. „Pastor już mi to wyjaśnił. Ja nie daję dla Kościoła, ja daję dla Jezusa!” Gdy zmarł z niedożywienia i zastukali do drzwi nieświadomi jego losu poborcy z Kościoła Uniwersalnego, wdowa po Seu Mané otworzyła im trzymając w ręce zabytkowy rewolwer. Nikt nie słyszał ich rozmowy; była krótka, ale na Ulicy pastorzy tego kościoła nie pojawili się ponownie.

Naprzeciwko domu przecina ulicę spora asfaltowa narośl w formie nieregularnej fali. Z pewnością została nieoficjalnie zainstalowana, bo nie ma ogłoszeń Wiedźmy o jeszcze jednej publicznej inwestycji kosztującej 3.475,12 reali. Właściciel pięknej willi zajmującej z drugiej strony trzy tereny przysięga, że ani by mu było w głowie samemu finansować tę robotę i ludzie wierzą mu, bo jest straszną sknerą. Ponadto ruch samochodowy jest tam rzadki i powolny. Najprzypuszczalniej zrobił to ktoś przejmujący się losem Wątpliwego Kota, który niekiedy układał się nocą właśnie na tym odcinku ulicy i bardzo niechętnie przenosił się na chodnik.

Po kilku metrach Ulica przybliża się do morza albo na odwrót i przy plaży jest mały park. Siedzą tam całymi dniami rybacy i grają w domino. Dawniej łowili nocami ale woda jest tu bardzo zanieczyszczona. Rybacy nad ranem jadą do zamrażalni i kupują pełną ciężarówkę ryb. Nieco dochodu przynoszą im odzyskiwane materiały. Dawniej widziało się pelikany i marciny (martin pescador z długim dziobem) chwytające ryby, ale to przeszłość. Nastąpiła specjalizacja, marciny wyławiają dla rybaków puszki od piwa a pelikany plastykowe butelki i dostają za to odmrożone ryby. W istocie stan Santa Catarina ma jeden z najwyższych w świecie wskaźników odzyskiwania takich materiałów, ponad 80% tego co pojawia się w sprzedaży.

Gdy rybacy nużą się grą, plotkują o widocznej z bliska Wyspie. Była ona niegdyś miejscem zesłania czarownic i nawet tv zrobiła na ten temat serię filmową. Rybacy tak jak i wszyscy złorzeczą Wiedźmie, która jest burmistrzką. Co dwa lata miasto ma wybory i wybierają znowu Wiedźmę i wracają do złorzeczenia.

Za parkiem jest dom z bardzo wysokim eukaliptusem. Dziwne, że eukaliptus wyrósł tak blisko morza, ale widać był tam potrzebny. Właściciel domu żywi liśćmi tego drzewa swojego ulubieńca, z którym wychodzi na Ulicę na nocne spacery. Nikt ich od dawna nie widział w dzień na spacerze. Rzekomo Koala Krzywa Morda tak rozśmiesza dzieci, że potem przez tydzień nie chcą odrabiać lekcji. Po narzekaniach nauczycieli Koala Krzywa Morda ustalił ze swoim panem, że przejdą na nocny tryb życia.

Po drugiej stronie do Ulicy wbiega Długi Zaułek, ale jest on bardzo krótki. Mówią tak o nim z niechęci do używania pełnej nazwy nadanej przez przyjaciół Wiedźmy: Servidão Leônidas Melo e Vaz da Silva Schwarzendorf Calado Bittencourt. Stoi przy nim duży i piękny kościół katolicki ze świecącym się zawsze neonowym niebieskim krzyżem. Do Ulicy przywiera boczna ściana kościoła z przybudówką dla papug. Jest ich olbrzymia ilość i często wołają Romanos! Romanos! Właściciel wypożyczalni wędek opowiada, że zaczęły te okrzyki o Rzymianach za poprzedniego proboszcza. W każdym kazaniu wołał on, że to Żydzi zabili naszego pana Jezusa Chrystusa. Mieszkający w oddalonej dzielnicy Capoeiras stary Żyd, właściciel dwóch Mercedesów i tygrysa, wpuścił do przybudówki wytresowaną papugę, która na dźwięk „ż” reagowała skrzekiem o Rzymianach. Po paru tygodniach zaraziła tym obyczajem całą kolonię przykościelną.

Proboszcz miał wielką ochotę, by oddać papugi do jakiegoś przytułku dla starców, ale nie mógł. Akt darowizny dawnego właściciela terenów przy Długim Zaułku jasno opiewał, że warunkiem użytkowania przez Kościół terenu jest odprawianie dwóch mszy tygodniowo za duszę jego matki, postawienie neonowego niebieskiego krzyża oraz dbanie o papugi.

W niewielkim oddaleniu stoją trzy jednakowe domki z numerami na ścianach. Na żadnym z trzech terenów nie ma drzew; jest to najbardziej szary kawałek Ulicy. To z powodu numerów. Mówią, że gdzie są liczby tam nie rodzą się drzewa ani rude dzieci.

Mały basenik przy wypożyczalni wędek gości trzy karpie i coś brązowego. Za reala można łowić te stwory przez godzinę a komu by to się udało może zważyć połów na zawieszonej wadze płacąc pół reala za kilo. Waga wyraźnie zardzewiała. Wydaje się, że karpie pochodzą z cyrku.

Ich zgrabne akrobacje zamierają gdy w sąsiednim domku Tenda Espírita (Namiot Duchowy) - czyli w świątyni Umbandy - odbywa się kult. Niepokojące rytmy ożywiają całą ulicę i dają dochód mieszkającemu nieopodal informatykowi. Nagrywa on wszystko, przetwarza na komputerze i rozsyła taśmy na wszelkie konkursy muzyki sakralnej. Zarabia na tym krocie. Trudno dowiedzieć się czy wywieszka na jego płocie: sprzedaje się modemy do połączeń z Zaświatem to przejaw poczucia humoru czy też wyrafinowany zmysł handlowy.

Tuż za jego domem jest chatynka, w której widać zawsze czarną dziewczynę czeszącą włosy swojej matki. Sąsiedni barek jest ich własnością. Podają tam jedynie jajka z konserwy i piwo Bohemia. W barku dozwolone są tylko dwa tematy rozmów, o tym czy Figueirense może kiedyś dojść do finału ligi brazylijskiej i o tym czy Wątpliwy Kot ma właściciela a jeśli tak to kto by nim mógł być. Gdy pewnego dnia jakiś młodzik próbował zagaić rozmowę o kobietach, bawiący w barku goście ujęli go za cztery kończyny, zanieśli na plażę przy parku i wrzucili do wody.

Mały placyk ma słup z zamazanym ośmiokątnym znakiem stopu. Kiedyś było tam skrzyżowanie prowadzące z głównej ulicy do morza ale nigdy nie udostępnione dla ruchu kołowego. Mówią, że gdy wstawiono ten słup z napisem PARE Seu Zé, dotknięty syndromem Downa, stanął przed znakiem, odczytał go i to go zahipnotyzowało na trzy dni. Zdołali ruszyć go stamtąd dopiero po zamazaniu znaku.

Za placem stoi parę odrapanych domków po stronie morza. Ten pośrodku ogłasza się jako świątynia Bahá’i i ma zawsze zamknięte okiennice. Z drugiej strony Ulicy, za wysokim murem rosną kolorowe bloki mieszkaniowe. Mają one wyjście na Ulicę ale samochody wyjeżdżają z condomínio specjalnym podjazdem na główną ulicę. Mają ciemne zamknięte szyby. Mieszkania mają szybkie łącza internetowe, SuperSky TV z czterystu kanałami i na każdym piętrze salony na przyjęcia. Wewnątrz murów ukryte są wśród drzew pływalnie, ścieżki do chodzenia i do jeżdżenia rowerem oraz mały parking dla helikopterów. Strażnicy mają śnieżnobiałe uniformy i nieprzyjazne twarze.

Nieco dalej jest chyba koniec ulicy. Nie rozmawia się o tym. Ludzie boją się końca. A zresztą pół kilometra dalej zaczyna się baza Marynarki gdzie mają stać dwie łodzie podwodne o napędzie nuklearnym. Przed rokiem miała przybyć komisja ONZ-tu przewodzona przez specjalistów z USA dla sprawdzenia tej plotki, ale coś ich zatrzymało w pustyni irackiej i nikt nie wie kiedy tu się pojawią.

Tam gdzie kończy się placyk wieczorami pojawia się na chodniku biały pies z niebieskim jęzorem i podnosi nogę przy nieistniejącym słupie. Właściciel wypożyczalni wędek mówi, że to starość pomieszała mu w głowie, bo jeszcze przed dziesięciu laty była tam latarnia i pies odprawiał przy niej ten sam ale wówczas sensowny rytuał. Dziwniejsze jest, że w tym samym miejscu pojawia się niekiedy olbrzymi koń i zachowuje się identycznie. Ludzie wierzą, że to jego wspomnienie z poprzedniej reinkarnacji, gdy był jamnikiem. Po wizytach konia chodnik nie cuchnie bo jego pojawienie się nieodmiennie zwiastuje nadejście burzy.

Od placyku jest całkiem blisko do wielkiego sklepu spożywczego, trzeba tylko skręcić w lewo, w lewo, w prawo, w lewo i w prawo. Ale mało kto się tam zapuszcza. Po pierwsze, czasami jest trudno wrócić tą samą drogą, a po drugie tam jest już normalne duże miasto czyli hałaśliwe szaleństwo.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu