Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
kropka przed przecinkiem i bez ogonka:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 55, 30/III/04

Byliśmy

Proszę państwa, proszę nie zwracać najmniejszej uwagi na te siorpanie. Tak, to moje, ale to katar. Słyszy pani cichy szloch? Naprawdę nie wiem skąd to.

Tu wcale nie chodzi o samotność na antypodach. Ani o egzystencjalną błędnicę. Co? Egzystencjalizm jest out oraz won? Przepraszam, nie zauważyłem. To co oni zrobili z Sartrem, nie ma ani jednej katakumby gdzie go sie uwielbia?

Autor co nie ma odzewu
Jest biedny jak norka na słupie,
Nocami mamrocze po cichu
Że czemu go zapomnieli?

Ktoś cicho śpiewa? Nic nie słyszę. Ale czasami wnętrze się wywnętrza i to dziwnie brzmi.

Najgorsza jest ta niepewność przyszłości. Bo z takiego Sartre'a to co ja pamiętam? Myśli tak głębokie, że wymagające cykli spotkań autorskich? Lojalną i wytrwałą miłość do Stalina? Nie, proszę państwa, ja mu pamiętam tych sześć stron sprzed Drugiej Wojny Światowej, w opisie z wyprawy do Włoch, jak to oni tam zdumiewającą potrawę robią; najpierw na olbrzymiej łopacie niby naleśnik układają, potem serem posypują, potem pomidorów dołożą itd jeszcze przez ponad pięć i pół stron. Więc lepiej nie myśleć co ze mnie zapamiętają.

Szacunek w oczach
      Czytam dokoła.
Nikt mnie „pieseczku”
      Dzisiaj nie woła.

Ale kto wie, może to i lepiej. Zawsze podejrzewałem, że ta pani nie miała głowy do uczenia się nowych imion. Piesek tu, piesek tam. Pieska zawsze obok mam.

Tak dziwne rzeczy są nam ważne. Zainwestowałem 39 złotych plus znaczki w dzienniki podróży „Zawsze powroty” wielkiej polskiej poetki - i co ja za to dostałem? Opis zup jarzynowych, które świetnie wychodziły autorce mimo kłopotów monetarnych z włoszczyzną we francuszczyźnie. Gdybym to mógł wymienić na jej tomik poezji …

Spore są kłopoty z odbiorem tego co ważne. Prawie wszystkie długowłose (a nawet i perukowe) aktorki w tv co rusz to wodzą palcami po tych włosowych falach jak gdyby sprawdzały bezustannie ich długość. Oczywiście podejrzewają, że mężczyźni patrzą na biust a nie na okładzinę czaszki i chcą ich przywołać do porządku, ale jeśli robią to bezustannie to przecież wiedzą, że to syzyfowy trud.

Więc po co te stosy przewertowanych pism w salonach fryzjerskich?

Proszę pań, ja wcale nie opowiadam się za męskim stylem życia. Wręcz odwrotnie, jak mi opowiadają o szóstym piwie, które wypili w siódmej minucie to mam coraz cieplejsze odczucia dla mahometan i mormonów. Ale od mężczyzn łatwo mi uciec a do kobiet nie wiem czemu coś mnie przyciąga.

Tak, nikłość mojego życia towarzyskiego może wyjaśnić powiedzonko przypisywane Ben Akibie: „pięć minut rozmowy z durniem wystarczy, by zidiocieć na rok.” Ale mam pewne wątpliwości dotyczące datowania zwrotu. Czy naprawdę używano minut w Palestynie za czasów życia tego żydowskiego uczonego?

Więc myślę sobie o mądrych i ciekawych osobach, które napotkałem. Czasami stapiają się epoki i języki, ale nawet gdy surowa świadomość oddziela mi lektury od faktów (choć nie pamiętam później co jest czym) to ciągle wychodzi mi na bardzo ciekawy ciąg spotkań.

Bywa tak, że nie wiem kto był kim albo nie pamiętam jak nazywał się. Czego bym nie dał, by odtworzyć wiernie ten wieczór na Mazurach z panem Andrzejem z Krakowa. Opowiadał jak zrobił w łagrze z drutów trzystrunną gitarę. Zaśpiewał nam swój utwór z tamtej epoki. Nie pamiętam słów. Nie pamiętam melodii. Pamiętam dreszcze na plecach.

Wspomniałem tu przed paru tygodniami ile to przyszłych sław przewinęło się przez obozową Redakcję z Siedliska. Ale to nie jedyni zielonogórzanie co mieliby prawo do nazwy placu, ulicy czy parku. Nie, nie teraz, wcale nie chcę uśmiercać młodszej (coraz bardziej) koleżanki Uli Dudziak czy klasowego kolegi Wieśka Hudona. Ani paru innych artystycznie uprzywilejowanych osób, które znaliśmy w Zielonej Górze. Myślę o jakiejś oddalonej przyszłości - kto byłby godnym reprezentantem owego grona?

Bardzo wiele imion przemknie państwu przez myśl ale podejrzewam, że mój kandydat, tak dobry jak ci tu już wspomniani czy inni pozostawieni w domyśle, podejrzewam więc, że ten mój kandydat nasunąłby się wielu osobom ale nie umiałyby one powiedzieć w czym jego zasługi.

Czy mogę zostawić ten wątek w zawieszeniu do następnego wtorku? Ciekaw jestem czy przygotują państwo swoje listy ulubieńców i czy następnym razem ilość słuchaczy nie zmusi nas do wynajęcia dużo większej sali na spotkanie.

Ale zanim sobie pójdę, chcę złożyć hołd osobie, która nie była z tego grona ale była prawie od początku z Zielonej Góry i miałaby prawo do. Do czego, do nazwy ulicy? To jednak słaby interes, jak człowiek sobie wyobraża zwroty typu „na rogu Czarnucha i Wałęsy” albo „kiosk z piwem przy Eli Fiołek”. Więc może wolę czcić naszych znacznych jakoś inaczej … Tym mi to ważniejsze, że myślę o bliskiej mi osobie. Nie, nie ma tego samego nazwiska. Pozbyła się go przed laty. Myślę o mojej siostrze Barbarze.

Rzadko kiedy odczuwałem taką dumę jak wtedy gdy chodziłem po mieście w owym 1996 roku z panią Fijałkowską, i byłem tylko bratem Barbary. Nie będzie zapamiętana w mieście, bo w tym narodzie mało się ceni dobrych administratorów. Artysta - tak, ale ten co artystów zwołał, osiedlił, przyciągnął? A to był jakiś urzędnik. Więc historia nie będzie należała do niej, ale widziałem, że wśród ludzi działających w Zielonej Górze w sztuce i kulturze pamiętano jeszcze kim ona była i co zrobiła. Z czasem o tym zapomną, ale ja mam zapas dumy z niej na wiele chudych krów.

Z uściskami dla Basi, obecnie Rudnickiej i jej czarującego męza. Jakie jest jego imię? No przecież właśnie to powiedziałem.

Pozdrawiam śląc dla Was kwiat wiśni,
Niech Wam się maleńki lew przyśni.
Lecz niech on się przyśni na smyczy,
Bo łatwo ze strachu się zsiczyć.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu