<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Chyba wolałbym, by wypowiadali się publicznie o seksie ludzie co mają jakieś pojęcie jak to wygląda w praktyce - ale mam nadzieję, że nie potraktują państwo tej mojej uwagi jako antyklerykalnego wystąpienia.
Także nie ma takiego zamysłu w przypomnieniu państwu pewnego szczegółu o życiu pana Gary Ridgway. W jednym stanie już dostał dożywocie a w innych może dostać wyrok śmierci. Przyznaje się do zamordowania 42 kobiet. Więc nie jest to dobry człowiek. I dlatego dziennikarze z trudem radzą sobie z opisem podawanym przez znające go osoby: „przyjazny; lubi czytać Biblię”. Proszę państwa, proszę sobie wyobrazić publiczny odbiór informacji, która brzmiałaby: „samotnik; lubi czytać pisma antyreligijne i pornografię” Dla ludu miałoby to więcej sensu, że taki typ przez całe lata morduje prostytutki.
Nie tylko dla ludu. Ciekaw jestem czy wiedzą państwo, że powołana w 1984 roku przez prezydenta Reagana komisja do badania odnośnych problemów stwierdziła, że istnieje związek przyczynowy między oglądaniem znacznej ilości materiałów opisujących gwałtowne zachowania seksualne oraz popełnianiem seksualnych przestępstw. Dziwne było tylko to, że takiego związku nie odnalazły ani komisje uprzednie (prezydenta Johnsona) ani późniejsze, po Reaganowej erze. Wygląda na to, że obserwator mocno wpływa na obserwowany obiekt, szczególnie, jeśli obserwator jest starannie wybierany na podstawie jego postaw religijnych i obserwuje jak rząd chce. A rząd z góry wie, że to czytanie Playboy'a przynosi zepsucie społeczeństwa.
(Jeśli to komuś potrzebne do nakreślenia sylwetki psychicznej piszącego te słowa, informuję: kupiłem w życiu parę różnych Biblii, nawet mam tę Mormonów. Nigdy w życiu nie wydałem złamanego grosza na wydawnictwa takie jak Playboy. Czasami podczytuję różne Biblie. Tylko raz w życiu przeglądałem numer Playboy'a. Rzecz w tym, że tego co mają Biblie nie potrafiłbym sobie wyobrazić.)
Może to być nam nie w smak ale eksplozja pornografii w Japonii nie wyjaśni zjawiska mnożących się relacji o gwałceniu uczennic przez nauczycieli. Wręcz odwrotnie, internetowe źródła, które konsultowałem w tej materii przed paru miesiącami, dość jednomyślnie stwierdzały, że rozwój tego rodzaju literatury idzie równolegle w wielu krajach ze zmniejszaniem się ilości gwałtów i mordów z motywacją seksualną. To co zrobić z tą informacją o Japonii? Chyba pogodzić się z bardzo prostą interpretacją, że jeśli społeczeństwo przez wieki dyskryminuje kobietę to nastawienia indywidualne nie zmienią się na lepsze tylko dlatego, że Zachód zachwycił się produktami Sony i Kurosawy.
Czas na zajęcie się pracownikami seksu czy jak to teraz nazywa się. Dość długą drogę przebiegła nasza kultura w tej kwestii. Brak dziś zwolenników postawy antypapieża Hipolita z III w.; uczył on, że tak jak odejście od wiary czy zabójstwo, nierząd też jest tak poważnym grzechem, że ksiądz nie może dać rozgrzeszenia. Krok po kroku doszliśmy do sytuacji, że o ile prostytutka płaci podatki od dochodu (od honorarium, brzmi mi to lepiej) to jest w zgodzie z prawem, a jak dobrze pójdzie i humor publice dopisze, to jeszcze posłanką zostanie. Nie, to nie o Polce mowa a o byłej włoskiej posłance Ilonie Staller.
W kwestiach zawodowych zdumiewa mnie jeden element. Otóż ani za czasów Św.Hipolita, ani gdy palono pracownice seksu jako czarownice, ani gdy spychano je do specjalnych dzielnic wielkich miast i karano sądownie za wyświadczanie usług, nie było ruchu dążącego do systematycznego ekskomunikowania, kamieniowania czy osadzania po więzieniach klientów szukających ich usług. Linia poglądów prowadząca przez wieki w tej kwestii ma za oczywiste, że mężczyźni to (prawie niewinne) ofiary tych deprawatorek społeczeństwa i gdyby je jakoś wyrzucić poza orbitę ziemską to mężczyźni będą lepszymi mężami i ojcami.
Czyli bzdura jest tak widoczna, że nie warto o tym gadać.
Natomiast bardziej zagmatwany jest problem z aids. Myślenie o nim jest osadzone w tradycyjnych ramach rozważań o epidemii syfilisa - i choć prawie 500 lat minęło od kiedy ta choroba zdeformowała Europę, do dziś nie wie się skąd i kiedy przybyła. Najczęściej uznaje się że była to droga od jelit lam (czy też guaco), z którymi współżyli Indianie z And, poprzez dzielnych zdobywców Nowego Świata współżyjących z Indiankami. Albowiem w 1537 papież Paweł III uznał, że Indianie nie byli zwierzętami; czyli stosunki z Indiankami nie były sodomią - choć nic nie wskazuje na to by przed bullą papieską biali zdobywcy mieli wahania biologiczne, które by ich odstręczały od gwałcenia branek.
To wyobrażenie było kluczowe w przypisaniu Afrykanom odpowiedzialności za aids, jako że mieliby sodomizować małpy zarażone wirusami HIVs. Ale nie wiemy jak i kiedy syfilis dotarł do Europy. Być może przyszedł od strony Zachodniej Afryki (dzisiejszej Ghany), kolonizowanej w tym samym czasie - ruch na tym szlaku był dużo bardziej ożywiony niż połączenia z Nowym Światem. I kto wie czy nie inne organizmy niż zwierzęce zaczęły proces rozprzestrzeniania się aids - z istniejących hipotez najsensowniejszą widzi mi sie historia przypadkowo zatrutych szczepionek firm belgijskich i północno-amerykańskich, doświadczalnie używanych w Afryce.
Tak, nasz przegląd bzdur osadzonych na seksualnym podłożu zamkniemy tym smutnym tematem. Przede wszystkim, czy pamiętają państwo, że gdy epidemia zaczynała się, podawano cztery „grupy ryzyka”, gdzie aids się rozprzestrzeniał? Chodziło o (męskich) homoseksualistów, narkomanów wspólnie używających zarażonych igieł, hemofilityków - i Haitańczyków. Później zauważono, że chorzy Haitańczycy byli młodzi, ładni i żyli w USA - i powiązano to ze sposobem zarabiania jaki znaleźli w owym kraju.
Potem zaczęła się orgia konferencji, wykładów i artykułów poświęconych chorobie. Choć ciągle prawie nic o niej nie wiedziano, intensywnie klepano jęzorami. Nic dziwnego, grupa badaczy medycyny przez lata uganiała się za finansami na wyjazdy - a tu dodanie do tytułu badań magicznych słów „i jego związki z aids” rozwiązywało problem kasy.
Potem zaczęli umierać słynni aktorzy z Hollywood i media zalały świat obrazem kochanych i niewinnych osób, które wybrały alternatywne opcje seksualne i za to cierpiały. Sprawa nie była dobrze opowiedziana. Statystyki szpitalne wykazywały, że pierwsze fale homoseksualistów z Los Angeles umierających na aids składały się z osób mających średnio koło pięciuset partnerów seksualnych w ciągu paru lat. To stare dictum: „przyroda nie skarży się, ona mści się”.
Później weszła akcja uświadamiania społeczeństwa o niebezpieczeństwach seksu. Od wielu lat (szczególnie przed Karnawałem) oglądam w brazylijskiej tv prezerwatywy tańczące, śmiejące się i obiecujące, że seks jest miły i bezpieczny. A tuż obok pruderia i dezinformacja. Przypominam sobie dziennik tv mówiący o pierwszym przypadku aids wśród Japonek. Podobno miała w USA namorado (ukochanego). Dopiero z czasopism można było dowiedzieć się, że miała bardzo wielu namorados dziennie, jako że była prostytutką. Ale powiedzenie use a camisinha (używaj koszulkę, czyli kondon) było już dopuszczalne w dzienniku, a słowo prostituta jeszcze nie.
Potem przyszła niewiarogodna historia z Afryki Południowej. Zaparł się tam pewien mąż stanu, że aids to wymysł imperialistycznej propagandy przeciw Afrykanom i że żadnej epidemii w jego kraju nie było. I nie było na świecie potęgi wojskowej, która by usunęła prezydenta mordującego swoje społeczeństwo. Wreszcie po latach mąż stanu obudził się czy też obudzono go i ludobójstwo zostało z lekka zahamowane.
A potem zaczęło okazywać się, że da się utrzymywać chorych przy życiu, ale firmom farmaceutycznym to się nie opłaca. Czy uwierzą państwo, że w Brazylii pewna firma dała rządowi upust 75% na swoje (wyśmienite) lekarstwa przeciw aids? Proszę prześledzić to moje proste rozumowanie: jeśli przedtem firma nie wypadła z rynku to miała ceny na poziomie uważanym za normalny. A sprzedaje teraz lekarstwa za 25% dawnej ceny bez własnych strat. Więc jakiego rzędu są zyski w tej dziedzinie?
Ale ani wcześniej ani później nie było wielu skłonnych do porównania danych (z zachodniego świata) dotyczących z jednej strony ilości umierających na aids a z drugiej strony umierających w wypadkach samochodowych lub w konsekwencji chorób spowodowanych przez palenie papierosów. A np. teraz w Brazylii aids mata 20 razy rzadziej niż zwariowany ruch kołowy i 50 razy rzadziej niż papierosy.
Proszę państwa, a teraz o obronie Kościoła katolickiego, a rzadko w tej roli występuję. Sądzę, że w pewnym momencie Kościół nie miał wielkiego wyboru i musiał działać jako Ministerstwo Zdrowia. I to dużo bardziej drastycznie niż ostatnio władze chińskie, wsadzające do więzienia za plucie na ulicy. Był bowiem czas, że Europa miała szansę całkowicie wyludnić się. Tak, wspomniana epidemia syfilisa z XVI wieku, wiemy, ale rzadko myślimy jak to wyglądało w szczegółach. Dane są trudne do odszukania ale zapierają dech. Jednej informacji chyba wystarczy, żeby zrozumieć, że to nie była tylko kwestia polskiego króla, który nie zostawił potomka. I że potworny problem nie zamknął się w XVI wieku. Cytuję litewskiego antropologa z Wilna; Rimantas Jankauskas pisał, że już w 1498 syfilis był epidemią w Wilnie, rozprzestrzeniając się ku wschodowi, głównie wśród arystokracji (i był przez to nazywany „pałacową chorobą”), ale w swoim czasie doszedł do ludu. W roku 1791 80% rekrutów miało tę chorobę.
Proszę państwa, to może dlatego źle nam poszła historia? Czego nie załatwiły wojny ze Szwecją to syfilis dokończył? I może nie warto doszukiwać się arystokratycznych przodków, bo im więcej ich się znajdzie w rodzinie tym trudniej agrumentować, że zdrowe to były przodki?
I na tę optymistyczną, ludową nutę żegnam dziś państwa.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu