Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
kropka nad pszczółką i inne delirie:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 47, 3/II/04

Pszczółki i te rzeczy (II)

Tak, drodzy państwo, to ja. Wiem, że to niełatwo mnie rozpoznać po ponad 10 tygodniach od mojego zniknięcia. Ale państwo wiedzą, że to nie były wagary. Trzeba będzie nadrobić … drobić, drobić … nie podoba mi się to słowo trzeba będzie przystosować dawne plany do tegorocznej rzeczywistości i dokończyć szybko zaczętą rozmowę o seksie i bzdurach.

Pojawił się kłopot. Gdy przymierzałem się do robienia notatek do dalszego ciągu tej gawędy uświadomiłem sobie, że trudno jest wcisnąć temat w ramki dwóch czy trzech spotkań. Tyle tu się bredzi, że parutomowe dzieło byłoby tu stosowniejsze. Oj, w co ja się wdałem.

No dobrze, powiedziałem a i be to powiem i we. Tylko przedtem przypomnę państwu parę wątków z gawędy zaczętej w 46-tym bloku.

Otóż pierwszy z nich brzmiał: ile by nie wykazywano, że dziwne tezy psychologów (mężczyzn) o kobiecych odczuciach nie były powiązane czymkolwiek procz fantazji i ignorancji z rzeczywistymi, istniejącymi kobietami, to ciągle latorośle tych tez, tak głupie jak teza-mać, zaśmiecają przestrzeń i czas.

Po drugie, zamieszanie między prawdziwą rewolucją seksualną z lat 20-tych XX w., mającą podłoże ekonomiczne, z wrzaskliwym i rozreklamowanym przez media ujawnieniem siły i ilości młodych homoseksualistów, biseksualistów i multiseksualistów bardzo utrudnia utrzymanie czy rozwinięcie zdobyczy owej rewolucji, bowiem kontrrewolucja dostała wręcz z nieba skuteczną broń, ułatwiającą powrót do częściowego systemu niewolnictwa kobiet. Im więcej mówi się o łóżeczku i dupie Maryni tym mniej można mówić o bezrobociu czy warunkach pracy kobiety; albo o jej pensji, o połowę czy o jedną trzecią mniejszej od pensji jej kolegów.

Po trzecie, owe przemieszanie ważnego z kolorowym posłużyło Kościołowi katolickiemu do mocno zaakcentowanego powrotu na scenę światową z tradycyjną wykładnią dotyczącą seksu, rodziny, dzieci i życia społecznego. Tematy społeczne były uprowadzone i zniewolone przez komunistów i Kościół unikał ich, przynajmniej w swoich najgłośniejszych wystąpieniach. „Teologia Wyzwolenia” biegała po trzecioświatowych terenach ale Pierwszy Świat był coraz bardziej gotowy na powrót do ideologii obiecujących ład i sens. Wracając na scenę odnawiający się Kościół miał świetne wyczucie momentu i encyklika papieża Pawła VI dotycząca regulacji urodzin przywróciła klimat moralny i intelektualny sprzed paru wieków. Nie miało znaczenia, że krytycy wykazali jak niewłaściwe były jej teksty i podteksty naukowe, głównie biologiczne. Powrót do średniowiecza został przygotowany.

Jakie plamki zamierzam dziś domazać do tego nieładnego obrazka? No, dotychczas nie tknąłem najbardziej głośnych wątków: prostytucja, homoseksualizm, przerywanie ciąży, gwałty. Proszę państwa, nie w głowie mi omawianie tego wszystkiego. Chcę jedynie przypomnieć o paru z największych bzdur, z którymi współżyjemy na codzień i wydaje się, że nie uwolnimy się od nich bez bardzo dużego nakładu pracy.

Ciekaw jestem ile uroku znajdą państwo w takim tekście, opublikowanym w Rzeczpospolitej w ostatnim dniu zeszłego roku. (Nie podaję linki, by nie narażać państwa na wydatek związany z dojściem do ich archiwów. Choć jeśli ktoś lubi kulturalne szoki …) Proszę zauważyć, że przynajmniej od 35 lat homoseksualiści są widzeni, słuchani i oceniani nie po publicznych szaletach ale w normalnym społecznym życiu:

Postępowe koła polityczne tego progresywnego obyczajowo kraju [mowa o Belgii] planują bowiem ustawę zezwalającą na adopcję dzieci przez pary homoseksualne - gejów i lesbijek. Pedofile obojga orientacji, zamiast uganiać się po ogródkach jordanowskich za odpowiednio młodymi, świeżymi i niewinnymi partnerami do wspólnych zabaw kinder niespodziankami, wezmą sobie w majestacie prawa takich partnerów na wychowanie, kształtując ich na obraz i podobieństwo własne.
Ktoś mnie przekonywał, że autor używał swojego poczucia humoru. Myślę, że trzeba wiele samozaparcia i talentu do przekopywania się przez sterty gnoju, by dotrzeć tu do jakiegoś poczucia humoru. Co do mnie, to widzę i czytam tekst przekazujący utożsamienie homoseksualistów z pedofilami. Przekonanie, że para homoseksualistów jeno chucią żyje, najlepiej w okolicach ogrodków jordanowskich. I sztywne powiązanie życia seksualnego osoby dorosłej z jej związkami z wychowankami. Więc tak pachnie moja Rzeczpospolita?

Ciekawe, ani autor ani redaktor co przyjął tekst do druku nie uświadomili sobie, że używając podobnej argumentacji można uzasadnić odbieranie praw rodzicielskich parze, która ma wesołe i nieubogie życie seksualne: proszę sobie wyobrazić co tacy zboczeńcy mogą odczuwać przytulając do ciała ciepłe i niewinne gołe dzieciątka!

Myślę, że słuchają mnie państwo dostatecznie uważnie i mojego odrzucenia B nie widzą państwo jako bezkrytycznego przyjęcia A. Z pewnością nie wyrażam tu ani cienia osądu czy opinii i nie opisuję prywatnych odczuć na temat homoseksualistów i homoseksualistek w pojedynkę, w parach czy w grupach. Po prostu odrzucam kretyństwa, wszystko jedno czy drukowane w Kraju czy w piśmie z pakistańskiej prowincji.

Takie trujące odpadki są łatwe do znalezienia w naszym zachodnim, przodującym i imponującym świecie. Nie, nie są one nawoływaniem do wystrzelenia odmieńców. Tę linię podejmują bardziej popularne pisma.

Co do przerywania ciąży to im mniej będzie się tu gadało tym mniejsza będzie furtka, przez którą mogliby wciskać się obłąkańcy. I w dodatku co miałem do powiedzenia to już powiedziałem. Tak, minęło już wiele lat ale dziś nie powiedziałbym tego zbyt odmiennie. Może ktoś z państwa ma ochotę na zerknięcie na ów wywód. Ale jeśli nie chcą państwo tracić na to czasu, przytoczę zmodyfikowany (dla włączenia tutaj) zasadniczy argument:

Ktoś przyjmujący katolicki punkt widzenia, zwracając się do katolików miałby pełne prawo moralne domagać się uniemożliwienia katoliczkom przerywania ciąży. Ale Kraj nie składa się jedynie z katolików i wymaganie zmian prawnych, by dostosować normy do koncepcji katolickiej jest zamachem na wolność osobistą Polaków nie-katolików.
Ciekaw jestem gdzie usytuują państwo niektóre niewiarogodne pomysły związane z problemem przerywania ciąży, czy np. takie coś pochodzi z indonezyjskiego zadupia czy wywodzi się od muzułmańskich mieszkańców Sudanu? Otóż twierdzi się w pewnych sferach, że kobieta zapłodniona przez gwałciciela powinna przynieść swój płód na świat i jeśli go nie kocha to oddać go do przytułku. Chyba trudno znaleźć opisanie w czystszej postaci poglądu, że jak ktoś przyszedł na świat z żeńskimi narzędziami rodnymi to jego (a raczej jej) rola jest ograniczona do użycia owych narzędzi aż do końca i wara od myślenia o innych modelach życia.

Ale ostatnio pojawił się nie-religijny element, który może wywrzeć poważny wpływ na ogólne widzenie problemu niepożądanych ciąży. Jest taka nauka, w której badacze odkrywają, że kapusta przywieziona na targ i nie sprzedana psuje się. Albo że jeśli wiele osób jednocześnie chce kupić ten sam obraz to jego cena może bezsensownie wzrosnąć. Chodzi oczywiście o ekonomię. W tej nauce gwiazdy poznaje się po tym, że zdobywają medal Clarka. W zeszłym roku medal zdobył 35-letni (a wyglądający na 25-latka) mikro-ekonomista, profesor Uniwersytetu w Chicago, Steven Levitt. Jedna z tez dowiedzionych przez tego ekonomistę - która nie sprzecza się ze zdrowym sensem i mogła być wysunięta w dyskusji przez wiele osób ale dopiero teraz musi być traktowana z pełną powagą przez ludzi decydujących o wydatkach publicznych - mówi, że wydanie na świat niechcianych dzieci ma duży społeczny koszt. Wśród takich dzieci związki ze światem zbrodni są dużo częstsze niż wśród dzieci ze stabilnych północno-amerykańskich rodzin.

Oczywiście nie ma gwarancji, że myślenie ekonomiczne przeważy nad decyzjami ideologicznymi, ale łatwiej będzie argumentować w racjonalny i konkretny sposób: dobrze, to niechciane dziecko przyjdzie ale zapewne koszt jego istnienia dla społeczeństwa będzie dużo wyższy niż koszt istnienia dziecka chcianego. Kto jest skłonny ponosić odpowiednie wydatki?

„A więc” powie mi ktoś „spokojnie, myślenie racjonalne jest możliwe także w kraju gdzie są ludzie co z szacunku dla życia skłonni są zabić lekarza co dokonuje przerywanie ciąży. Czyli pewne skrajności to margines życia umysłowego USA i nie ma ryzyka, by nasz świat z XXI wieku został zdominowany przez jakieś głupoty i herezje.” No, nie wiem. Czytam w liście pani Ellen Dore Watson, którego kopię podsunęła mi dobrze osadzona w świecie czytania i pisania Iza Bożek, że pan prezydent G.W.Bush zamierza mianować pana dr W.D.Hagera przewodniczącym pewnego Doradczego Komitetu w potężnej FDA, gdzie zajmowałby się lekarstwami mającymi związek z życiem płodnym kobiet. Otóż ten pan wie coś na ten temat, bo spłodził książkę „Jak Jezus dbał o kobiety”. A później, wraz z żoną spłodził inne dzieło, „Stress i ciało kobiety”, w którym wywodzi, że najlepszym lekarstwem na zespół napięć przedmiesiączkowych jest czytanie Biblii i modlenie się. Nie znam dzieła więc nie wiem czy zapewniona jest skuteczność kuracji także dla buddystek i ateistek. Ale jest do pomyślenia, że w jego koncepcji świata niewierzące powinny za karę cierpieć przed i po miesiączce.

Czy na dzisiaj mają państwo tego dosyć? Tak, nie dziwię się, ileż to codziennych bzdur można przeżyć bez uszkodzenia organizmu w jeden wtorek? Ale temat nie jest zamknięty i nie mam wyboru, za tydzień będę musiał wrócić do pszczółek (III). Nie chcę zaskoczyć państwa nieprzyjemnie, więc już teraz zapowiadam, że będę bronić Kościoła w kwestii jego rzekomej obsesji sprawami seksu.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu