Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
kropka nad kropką i inne nowinki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 45, 4/XI/03

Koziołek w świecie matołków

Proszę państwa, wczoraj posiedziałem sobie w banku. Wziąłem numerek 520, a gdy wszedłem obsługiwali kogoś z numerkiem 406. Siadłem na podłodze pod fikusem. To była dorosła opcja, bo 70 foteli było zajętych a w moim wieku i z moją wagą siadanie komuś na kolanach może być źle zrozumiane. Ledwie dołożyłem jedną godzinkę do rachunków, które mi mój były uczeń Jurek kazał zrobić jeśli chcę mieć z nim wspólną publikację - i trzeba było iść do kasy.

Hoje paga com multa. Amanhã pode pagar sem multa - oświadczył pan kasjer. Quer pagar com multa? (Dziś płaci się z grzywną. Jutro można zapłacić bez grzywny. Czy chce pan płacić z grzywną?)

Tak, ja pamiętam co Wańkowicz nauczał. Dowcipy w środku wykładu. Nie na początku. Ale ciągle jeszcze jestem taki - powiedzmy - rozbawiony, że chętnie się z państwem tym podzielę.

Zaczniemy rozbiór tej historii od końca, jak gdyby było to tasiemcowe niemieckie zdanie. Jeśli w poniedziałek dnia trzeciego kasjer chce grzywny to państwo wiedzą kiedy był termin płatności. Oczywiście dnia trzydziestego pierwszego, w piątek. Ale nie wiedzą państwo - no bo i skąd, wyspa jest mała, ten kraj jest daleki i to wszystko nie mogło się zdarzyć więc tego nie było - nie wiedzą państwo, że w zeszłym tygodniu w zasadzie trzech dni nie było.

Początek dni, których nie było zdarzył się w środę po obiedzie. CELESC - Centrais Elétricas de Santa Catarina posłały swoich techników na przegląd kabli idących pod jednym z mostów. Wszystkie razem, łącznie z kablami jednej z linii telefonów komórkowych, skupione w jednym wąskim i ciemnym korytarzu. Przyświecali sobie jak zwykle lampą gazową. Tym razem nie doszli do końca korytarza. Z jego środka bez treningu oddali pospieszny skok do wody z wysokości dwudziestu metrów, bo w korytarzu zrobiło się cieplutko. Ponad 800°C, mówią strażacy.

Często gdy dzieją się takie rzeczy do ludzi to nie dociera, bo jaka firma lubi chwalić się swoją głupotą. Szczególnie gdy to jest firma stanowa, której dirigentes czyli dyrektorzy przy jakichkolwiek wyborach są kandydatami na mile wynagradzane pozycje, opiewając swoje nieskończone zasługi w służbie publicznej. Ale tym razem trudno było schować zjawisko w piwnicy, bo na całej wyspie zamieszkałej przez ponad 300 tysięcy osób zabrakło prądu.

Pompy wodne są elektryczne, więc wody też zbrakło natychmiast. W zasadzie wszystko wróciło do normy już w piątek wieczorem - imponująca konstrukcja nowej linii montowanej deszczowym dniem i deszczowymi nocami niezbyt dobrze zniosła silne wiatry w sobotę, więc były nowe kłopoty tak w sobotę jak i w niedzielę, ale już jest wystarczająco dobrze, by gubernator i wielu innych podrzędników (podrzędnych urzędników) mogło śpiewać o swoim sukcesie. O dwustu robotnikach, co pracowali nocami w niebezpiecznych warunkach nie śpiewa się. Podobno dostaną sesję dziękczynną w stanowym Sejmie. Myślę, że woleliby szybką zapłatę za nadgodziny, ale posłowie wolą oddać im cześć.

Zdarzenie-mać przysporzyło cały miot zdarzeń-potomków. Za dużo tego, by tu o tym gadać. Wspomnę tylko cud (czyli zjawisko nieznane fizyce) gdy dźwięk poruszał się szybciej niż świadło. Dyrektor przedsiębiorstwa oznajmił, że cała wyspa była już energetizada (oj, co za okropny nowoląg) i dźwięk dotarł do uszu słuchaczy radyjek a światło przyszło po godzinie. To o czymś takim pisał Tuwim:

[...] Wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą.

Naturalnie, bank stanowy BESC, bardzo zmęczony uprzednim strajkiem w poniedziałek i wtorek, oznajmił, że płatność rachunków zostaje przedłużona z dnia 31 października na następny tydzień. Ale dźwięk znów zrobił niespodziankę i lepiej rozchodził się w dół niż do góry. Cała wyspa słyszała o postanowieniu, ale bankowi dirigentes nie.

Zasada „dziś z odsetkami, jutro już nie” powinna wejść do dzieł myślicieli wszelkich szkół i nastawień politycznych. Wygląda to na początek nowej ery ekonomii.

Tak w ogóle technologia pokazuje coraz więcej niemiłych aspektów. Czy kiedyś wspominałem państwu moją teorię dwunastnicy? Nie? Proszę się nie przejmować, jest krótka i prosta. Czy wie pan gdzie jest pańska dwunastnica? Nie? Czyli wszystko jest z nią w porządku, z pewnością ma ją pan. No i po co panu wiedzieć gdzie ona skoro jest w doskonałym stanie. Rozmowa o oczywistych zjawiskach („w niemieckich miastach należy chodzić po chodnikach”) pojawia się gdy coś się psuje w przyjętych obyczajach (np. grupa młodzików tureckich spaceruje wieczorem po dachach samochodów nie schodząc na chodniki). Zapewnienie, że „każdy młody człowiek uwielbia oddać życie w patriotycznym obowiązku” znaczy, że brak kandydatów na zawodowych żołnierzy. Więc gdy trąbi się, że w nowym, pełnym technologii świecie trzeba coraz więcej rzutkich i myślących specjalistow, znaczy to, że ta technologia całkiem wydajnie ogłupia wynajętą siłę roboczą. Niesłychane kretyństwa wychodzą z ust urzędnika, bo może w swojej obronie wygłosić formułkę, że taka jest zasada firmy albo że tak stoi w komputerze.

Nastawienie, które nie dozwala urzędnikowi dziś przyjąć zapłaty, bo tego jeszcze nie ma w komputerze (w ciągu całego dnia dziobak nie pomyślał, żeby podnieść słuchawkę i zadzwonić do dyrektora banku, do gubernatora czy do Papieża) to odmiana kultu dużo groźniejszego niż pokazywane w filmach obrzędy sataniczne czy macumba. Owe obrządki działają na indywidua, natomiast kult komputera zatrzymuje działanie całego społeczeństwa.

Ten sam podkład ma zjawisko, które mi opisywała przed paru dniami Angela (tak, nasza, makusyńska): koniec czasu letniego, po północy nastąpi godzina przerwy i potem wróci znowu północ, więc co należy zrobić, żeby zaspokoić kult wirtualnego zegara? Oczywiście zatrzymać wszystkie pociągi na godzinę. Gdyby to były dzieci, powiedziałoby się im: „głupawo się bawicie”.

Coś to państwu przypomina? Parę wieków temu bunty przeciw gregoriańskiej reformie kalendarza? No tak, bo podobno kradziono ludziom 10 dni z ich życia. Co za postęp. Minęło 421 lat a mentalność politycznych dirigentes jest taka jak ongiś nieoświeconych chłopów.

Proszę państwa, to nie chwilowa eksplozja z powodu straty jeszcze paru dni na bzdurki, na dowożenie wody, na spiętrzanie problemów do poziomu gdy przygniatają mnie nieznośnie. To odletni proces z rozlicznymi motywami. Ot, choćby taki: jakiś organ administracji uniwersyteckiej powiadamia po kolejnym strajku (który utuczył zwykły miesiąc fizyczny do półtora miesiąca dydaktycznego), że należy uznać za zrealizowany wykład jeśli wyłożono 75% materiału. Proszę państwa, nie ma tak wielkiej różnicy między wykładem uniwersyteckim a powieścią kryminalną: pod koniec powinny wyjaśnić się uboczne wątki i znaczenie dziwnych, drugorzędnych dramatis personae. Ktoś wydarł dwadzieścia ostatnich stron kryminału. Lecz program czytelniczy został zrealizowany w 90%, bo kryminał miał dwieście stron …

Ongiś, gdy nauczanie nie było masowe i częstsze były przypadki zaufania władz uczelni do ludzi, którym powierzono kształcenie młodych, edukator po prostu decydował: „tak, ten a ten człowiek wie dostatecznie bym mógł uznać naszą pracę za pomyślnie ukończoną”. Teraz to inaczej wygląda. Znam przypadek studenta, który wygrał proces sądowy, zmuszając swojego wykładowcę do zaokrąglenia średniej 5,55 do 6,0 a nie do 5,5 - wymuszając w ten sposób zaliczenie kursu. Sąd nie orzekał o wiedzy studenta ani o prerogatywach nauczyciela akademickiego. Sąd zajmował się wirtualną arytmetyką.

Wydaje mi się, że nie mieli państwo trudności ze zrozumieniem tego, o czym mówię. Tak, brazylianizacja Kraju jest imponująca. Często nie da się określić na jakiej glebie rosła jaka głupota.

Tych upupianek będzie z każdym dniem więcej w naszym życiu, bo zakup komputera jest szybszy niż wykształcenie myślącego fachowca. Kiedyś Alosza Awdiejew zakpił sobie, że epicentrum kaca jest w Środkowej Europie. Myślę, że dzięki nowym technologiom mamy go dziś wszędzie i na zawsze.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu