Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
kropka nad kropką i inne nowinki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 44, 28/X/03

Pomnik dla żołdaka

Proszę państwa, przed paru dniami usłyszałem jak Igor mówi oburzony do Adriana: De novo esse palavrão. (Znowu to brzydkie słowo.) Nie zdołałem jeszcze obrócić głowy w stronę chodnika gdy usłyszałem odpowiedź Adriana: não, Igor, alca não é palavrão, aquela outra palavra, ralho, é . (Nie, Igor, alca nie jest brzydkie, to tamte drugie słowo, ralho, jest brzydkie. Zadławiliśmy się z Vanildą śmiechem - nie chcieliśmy uzmysławiać im że coś tu nie tak. Skoro mogą to niech jeszcze potrwają w świętej niewinności. Podaliśmy im anatomiczne wyjaśnienie gdy przedtem zapytali, ale nie byli nim zainteresowani. Nawet nie ostało im się w pamięci.

Przypuszczam, że nie znają państwo skrótu ALCA, może jego północno-amerykański odpowiednik i oryginał, FTAA (Free Trade Area of the Americas - Strefa Wolnego Handlu Ameryk) jest używany w Kraju. Niby łatwiej wymówić „alka” (od hiszpańskiego Área de Libre Comercio de las Américas), ale tu mało kto mówi to w pełnej portugalskiej wersji: Área de Livre Comércio das Américas, a i skrót jest niechętnie widziany i częste są jakieś nieżyczliwości w tej sprawie pisanie po ścianach. Parę dni wcześniej chłopcy upatrzyli jedną, dużo mocniejszą od innych: ALCAralho. Co to „alca” już państwo wiedzą. I jest w tym języku czasownik ralhar - besztać, ale rzadko używany i nie o to chodziło. Rzecz w częściej słyszanym słowie caralho czyli chuj.

Tak, kiedyś miał nadejść ten moment, kiedy i nasz kurs nawiedza ulica. Ona jest coraz głośniejsza, tak w Brazylii jak i w Polsce i bez znajomości palavras chulas czyli wulgaryzmów można stracić zasadnicze wątki dialogów młodych ludzi. Czy może pozasejmową dyskusję poselską. Albo połowę ścieżki dźwiękowej filmu z HBO. Nieuchronnym jest więc, że takie terminy zastępują argumenty w kwestiach politycznych. Uważam, że nie powinno się czynić tego. Nawet w zupełnie jasnych i bezdyskusyjnych kwestiach. Nie dlatego, że to brzydko, ale dlatego, że istnieją bardziej wydajne środki.

Dlatego moje słownictwo jest kulturalne gdy mówię czy myślę o tym panu.

W gruncie rzeczy nie zaskoczyła mnie wiadomość o jakimś zjeździe partyjnym, że powitały go oklaski gdy wszedł na salę. Jeśli w niektórych miejscach w Polsce jedna osoba na cztery jest bezrobotna, to jedna osoba na cztery jest podatna na najbardziej zdumiewające pomysły filozoficzne, religijne czy historyczne. Gdy tutaj pojawiają się magicy … przepraszam, pastorzy z Igreja Universal, z Kościoła Powszechnego niejakiego auto-biskupa Macedo i obiecują, że wyleczą natychmiast raka i kalectwo i bezpłodność, też im klaszczą i dają do worka (na tacę to by się nie zmieściło). I powiem państwu, że ja też kiedyś myślałem o nim sympatycznie.

Nie, było to dużo wcześniej nim zabrał się do dzierżymordstwa. Został ministrem Obrony Narodowej. Opowiedział mi znajomy pułkownik (wówczas był to jedyny znajomy pułkownik. Teraz znam i innego, bo Wiesiek Palczewski to nie tylko naukowiec z doktoratem ale i pułkownik), że jednym z pierwszych edyktów nakazał bandzie tłustych generałów stracić tuszę. Słusznie, czemu niby szeregowiec ma być sprawny do obrony a generał do fotela?

Nie, powstrzymam się i nie będę mówił tym razem co ja myślę o wojsku. Ale ta historia z obroną … O przykłady bym prosił kiedy to państwo A napadło, a siły zbrojne państwa B ojczyznę wybroniły. Partyzantka, pospolite ruszenie, tzw. terroryści, samobójcy, wrogość społeczeństwa - owszem, jak widać we współczesnym świecie, sporo rachatłukum to przynieść może. Ale armia? Czyste bzdury. Kostaryka żyje bez niej i nie umiera z nostalgii.

Ale skoro już jesteśmy przy patyczkach (bo z łacińskiego caraculu wziął się ów niesympatyczny portugalski termin), nigdy nie wypadła mi z pamięci ta scenka z Krzyków, gdy przechodziłem koło garnizonu i słyszałem jak pewien pan major obrzucał pewnego pana kapitana chujami. Szło o niewłaściwe salutowanie czy może brak tego gestu. Byłem wówczas po magisterium i pomyślałem sobie: kapitan w naszej hierarchii mógłby odpowiadać starszemu asystentowi, a major by był adiunktem. Co by to było za życie gdybym przychodził do Instytutu na Placu Grunwaldzkim i takimi terminami przy przechodniach okładał mnie któryś z doktorów. A później on sam coś podobnego by usłyszał od panów habilitowanych docentów. Przecież całe to towarzystwo jest chore psychicznie. I niech mówi się co chce złego o środowiskach naukowych, ale jego obyczaje mają pewne zalety.

Wracając do naszych baranow. Potem ów żołnierz ze swoim specyficznym przygotowaniem zabrał się do koszarowania swojego społeczeństwa. Efekty były takie same jak i gdzie indziej, nieważne czy to Polska, Paragwaj czy Pakistan, generał to generał. Wiele mocnych słów opisało jego działania. Lecz potem zaczęto analizować i rozwarstwiać i syntetyzować i hipotetyzować i fakty zaczęły zanikać. Fakty to jest takie coś co było i tego więcej nie ma, więc nie da się (na szczęście) znowu pokazać faktów, można tylko wyciągać z albumów ich wyblakłe fotografie i rysować ich szkice. No a jak społeczeństwo ma ponad 20% bezrobotnych to wielu bez powołania do sztuk plastycznych bierze się do szkiców. I wymyślone fakty dostają autentyczne oklaski.

I co robić? Doczepiać kawałki słów by robić wulgarne wyzwiska, obrażać język anty-litanią? Nie. To nie działa. Tak brudzą ścieżkę dźwiękową pijacy i porzuceni kochankowie. Do opowiadania o tragediach społecznych to się nie nadaje.

Pisać naukowe dzieła? Pomysł mądry, ale nudny. Przecież tego nikt nie czyta. I nie będzie czytał, bo faktów jest coraz więcej i światów nam bliskich i ważnych też mamy rozmnożenie, czyli miejsca na jeden fakt jest coraz mniej.

Dlatego należy wielbić artystów. Nikt nie wie jak i skąd im to przychodzi, ale oni potrafią opowiedzieć całą sagę w jednym zdaniu. I czasami ich wersja bardziej jest godna zapamiętania niż naukowe tezy i naukawe protezy. Wielcy artyści umieją to zrobić czysto, pozornie bez wysiłku, nieomalże z uśmiechem. A w tym wypadku, w tym wspaniałym dźwiękowym pomniku trwającym zaledwie pięć minut i jedną sekundę, imponuje to, że zwalczono potwora jego własną bronią. Skunks zatruty własnym smrodem - tak, prawdą jest, że zemsta to danie podawane na zimno.

Wspaniała grupa Piotra Skrzyneckiego z „Piwnicy pod Baranami” po prostu odśpiewała akt urzędowy. Dramatyczne, zdumiewające pomysłowością i jakością muzyczną, sardoniczne nagranie przetrwa. I ono będzie świadectwem czasów.

Mam olbrzymi dług wdzięczności u Jacka Jareckiego za prezenty płytowe - nie wiem gdzie on znalazł między innymi cennościami tę kolekcję sześciu płyt wydanych przez Polskie Radio. Żadna ze zwiedzonych księgarni internetowych nie ma już ich. A nagranie jest z 2001. Ale warto szukać. Zapewne wielu spośród państwa zna tę dziewiątą pozycję z płyty „pustka w domu” pod tytułem „Dekret o stanie wojennym” Nie mogę podać państwu żadnej linki do nagrania w Sieci. Tylko jedna księgarnia podaje „zajawki” utworów z pierwszej płyty. Mam nadzieję, że nie będzie bezprawnym działaniem wystawienie tu, w Makutrynie pierwszych 37 sekund tego utworu w wersji mp3 (584 Kb). Musi być jasne, że nie chodzi o działalność merkantylną, więc proszę mi dziś nic nie płacić. I po wysłuchaniu pełnego utworu proszę nie używać palavrões. Choć czasami przychodzi ochota, by powiedzieć coś mocnego z zachwytu.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu