Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
Długie zdania i brak przecinków:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 32, 3/VI/03

Urodziny

Proszę państwa, jeśli to prawda z tymi obrazkami co są warte tysiąca słów, to ja dzisiaj strasznie rozgadam się. Normalnie zalewam państwa około 2 tysiącami słów, co powinno przerzucić się wzrokiem w mniej niż 15 minut. A może i w dwie minuty, przy stosownym wyćwiczeniu się i nastawieniu się do mnie. A jeśli załaduję tu 12 fotek to nie tylko przekroczymy plan, ale zupełnie ośmieszymy go wielokrotnie go przekraczając.

Otóż przed tygodniem były urodziny Igora ale piesek przeznaczony na jego tegoroczny prezent urodził się miesiąc wcześniej. Od kiedy przeprowadziliśmy się do mniej dziwnego domu Vanilda wyraźnie przenosiła się do pro-psiego obozu. Przez lata sugerowałem synom, że jeśli muszą mieć animais de estimação - zwierzęcych pieszczoszków - to niech się zaprzyjaźnią z mrówkami, których nigdy w domu nie brakowało. Moje sugestie nie były dobrze przyjmowane. No zgoda, więc pies. Ale zgodnie z teorią: „duży pies - duża kupka; mały pies - mała kupka”.

Więc przyszedł pies, krótka dyskusja ustaliła jego tożsamość na Bilu (z akcentem na „lu”) i cała rodzina przeszła krótki kurs psiej psychologii. Zegar dla niego, żeby udawać serce matki. Radio albo włączony tv, żeby nie czuć się samotnie. Potrzebuje towarzysza? Ci z państwa, co przypominają sobie z bloku 17-go co moi młodzi myślą o elefutmonie nie zdziwią się, że to on został przekazany do towarzystwa dla Bilu.

 
 
 
 
 

Przyznaję, że mam spore nadzieje, że działalnością pedagogiczną Bilu zapracuje na swoje mleczko i niby-mięsne kulki i mydełka i zastrzyki - powinien nauczyć Igora nieco porządku i szacunku dla zegara i szybszego uporania się z brudem. Ale póki co to ja muszę uczyć synów. Więc mówię: „gdyby pies został wymyślony do noszenia to by miał kształt jajka i jakiś uchwyt. A jeśli ma cztery łapy to może by go czasami przyzwyczajać do chodzenia na własny koszt?”

A parę dni później ja miałem urodziny. Ściślej mówiąc - przedwczoraj. Jeszcze ściślej - sześćdziesiąte. I mogę państwu powiedzieć: Gab miał rację! Rzekł on mi: „Andrzej, ty łysiejesz!” Miałem wówczas 26 lat.

Jeśli wierzyć w jego wyznania, to on bardzo chciał wyłysieć. Miał strasznie kręcone i czarne włosy i mówił, że przekleństwem jego młodości była moda na Beatlesów. Włosy długie i gładkie. Ale w gruncie rzeczy nie wyglądał na codzień na zmarwionego. Ja też nie. Martwi mnie natomiast, że w relacji dla państwa na temat „Moje Włosy w Historii” nie mogę państwu zaprezentować tego jeżyka z książeczki wojskowej - gdzieś mi to zanikło. Całe popołudnie przedzierałem się przez papierzyska i na nic. Od przeprowadzki w grudniu mam w papierach to co tu nazywają a casa da mãe Joana. Nie wiem co w tym domu matki Joanny działo się ale podejrzewam, że to była mać o tym imieniu.

No więc włoski na modelu mającym lat: 3, 18, 34, 41, 48, 60. Ten trzyletni z pewnością został zmuszony do uśmiechu. Śmianie się do sera czyli do fotografa nigdy nie leżało w mojej naturze. Zresztą kto by miał skłonność do śmiechu mając takiego misia - twardziela.

 
 
 
 
 

Czy po tym wszystkim mają państw niedosyt słów słownych a nie obrazkowych? Tak? To wyśmienicie. Bo ja mam jedną prośbę. To znaczy zachętę. To znaczy propozycję. Zaraz, chwileczkę. Ja zaręczam państwu, że Hanka Podolska nie płaci mi za reklamę. Nawet jej nie znam. Wymieniłem z nią przed 8 laty dwa e-maile i przed paru dniami pogadałem przez telefon przez parę minut. Ale chcę prosić, żeby państwo przeczytali to jej opowiadanie Jeden dzień w Tokio, bo następnym razem chcę powiedzieć parę słów o Japonii i będzie nam łatwiej rozmawiać na ten temat. Zamierzam wspomnieć o moich planach na następną dekadę. Więc mogę liczyć na państwa? Nie, to nie po japońsku. I nie po portugalsku.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu