Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
Obsługa klawiatury, akcenty i dwukropki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 19, 4/III/03

Co trzeba wiedzieć, żeby wiedzieć

Proszę państwa, jestem dowodem, że można przeżyć publiczne przyznanie się do niewiedzy. I czasami uda się otrzymać pomoc. Przed tygodniem napisałem:

A więc chcę spytać państwa: czy ktoś tu czytał Płonącą żyrafę Grochowiaka? Dość często mam niedowład wyobraźni plastycznej i nie potrafię domyślić się o czym on myślał - a może lepiej co on widział.
Wtorkowy świt dobierał się do moich okien gdy w komputerze osiadał list ze Szwajcarii. To Jan Zieliński (który pisze i uczy o piszących i malujących) informował:
W kwestii Płonącej żyrafy. Grochowiak widział obraz Salvadora Dali pod tym samym tytułem.
i powiadamiał o wydanej przez Uniwersytet Wrocławski książce „Grochowiak i obrazy” Jacka Łukasiewicza.

(Wielkie dzięki. Ożywia to moją ochotę na zanotowanie kilkudziesięciu innych wątpliwości zrodzonych przy czytaniu naszych poetów.)

W tym wypadku sprawa jest prosta: ktoś przez kilkadziesiąt lat specjalizuje się w swojej dziedzinie i potem ma odpowiedź na końcu języka. (Łatwe, nie?) Ale mam z codziennego życia dwa przykłady wskazujące, że przy łucie szczęścia głęboka zagadka interpretacyjna sama życzliwie wykłada się człowiekowi, który sprawy nie studiował.

Pierwszy to znaczenie zagadkowych sekwencji z filmu Buñuela (pamięć wahając się sugeruje mi, że to Dyskretny Urok Burżuazji). Co jakiś czas pojawia się tam tajemniczy clochard z workiem na plecach. Patrzy na gołębie, chodzi, odchodzi. Dziwny. Musi to coś znaczy. Ale oglądałem to w otoczeniu brazylijskim i rubaszny śmiech wymuszał właściwą interpretację. Za każdym pojawieniem się człowieka z workiem sala skandowała: que saco! Czyli co za worek! Ale nie szło im o określane tym terminem torebki plastykowe z supermarketu lecz o woreczek genitalny. Czyli po naszemu: co za jaja! Metafizyka rozwiewała się w dym, pozostawał taki sobie żarcik człowieka mającego hiszpański za ojczysty język.

A drugi przykład łatwej interpretacji nastąpił w domu gdy Vanilda oglądała moją pomoc naukową do wykładów z geometrii czyli album Magritte (ISBN 3-8228-0500-9). Na str.97 stoi na jednej nodze otwarty czarny parasol, na nim cyrkowo zrównoważona szklanka z wodą. Podpis: Wakacje Hegla. Vanilda zaśmiała się i powiedziała: olha, sombra e água fresca, popatrz, cień i chłodna woda. Ten zwrot to popularne brazylijskie wyrażenie by określić relaks, odpoczynek.

Ach, mam tu i inny przypadek. Na ścianie jednego z korytarzy na UFSC pojawił się malunek małego słonia zamkniętego w klatce. Nie wiem jakie transcendentalne skojarzenia mieli moi koledzy, ale moje podejrzenie było językowe. Jeśli malarz znał polski (a ludzi polskiego pochodzenia nie brak w tym stanie), podmieniło mu się jedną literkę robiąc słonika ze słowika w klatce - i językowy żarcik prowadził do surrealistycznego malunku.

Czyli każdy może być krytykiem sztuki - przynajmniej przez 15 minut. Ale coś mi się widzi, że powiększone ambicje (np. być nim przez godzinę) wymagają wielu lat solidnych studiów. No i talentu.

Ale jakby Pełni Talentów państwo nie byli to krótka seria ćwiczeń na temat „co my tutaj widzimy?” nie powinna zaszkodzić. Nie są to dzieła sztuki, lecz realistyczne opisy pewnej rzeczywistości z mego uniwersytetu. A więc UFSC, 2002.

Widzimy, ze autor stanął prawie w samym środku uniwerku i wybrał jeden jedyny kierunek, w którym nie widać bloków naukowych. Czy chodziło mu o wykazanie zintegrowania UFSC z naturą, przedstawioną w formie anten telewizyjnych z centralnie położonego we Floripie Morro da Cruz (Wzgórza Krzyża)? (Coś podobnego mogą państwo zobaczyć w Braszowie. Niby środek miasta, a tu rośnie góra.) A może chodzi o pokazanie, że jak jest morro to odnajdzie się i favela? No, wszystko to jest prawdą. Wtopienie UFSC w krajobraz było planowane przez słynnego pejzażystę - architekta od zielonki - Roberto Burle Marx. Favela jest tam u góry ale jej w tym ujęciu nie widać, bo jest powciskana między całkiem miłymi domkami. Nie każda favela jest jak Rocinha w Rio, 120 tysięcy ludzi upchniętych w tak małej przestrzeni jak gdyby chodziło o wejście do Księgi Rekordów Guinessa. Czasami to kilkadziesiąt chatynek z przeżartych przez termity desek, skleconych nocą tuż przy szosie. Czasami to płaski miejski teren, gdzie chciwy świeżych głosów radny przyzwala na nocną inwazję. Czasami małodostępne wzgórze.

Małodostępne? Dla kogo? Jeśli ze wzgórza do uniwerku jest 7 minut pieszo, to traktor wlezie tam. I koparka. I ciężarówka. I budowlańcy. Na zdjęciu widać już dzielne, pionierskie bloki mieszkaniowe wspinające się gdzie się da i nie da. Zdjęcie zrobione dzisiaj pokazałoby bardziej postępową sytuację, ale o tym innym razem.

Po omówieniu prawdziwych lecz wtórnych wątków autor chce ujawnić co naprawdę zamierzał. Czy państwo dostrzegają zawieszoną długą szmatę, na której widzi się powtórzone „A”? Napis opiewał: „MAtemAtykA - jedyny kurs na UFSC z czterema A w krajowym egzaminie”.

To też zmieniło się. W grudniu ogłoszono, że za 2002 dostaliśmy piąte „A” i nie wiem co wymyślą by graficznie chełpić się sukcesem naszych studentów.

Ów provão, krajowy egzamin dla co roku coraz większej ilości kursów, sprawdzający jakość wiedzy absolwentów, był sporą rewolucją w brazylijskim szkolnictwie. Stawał okoniem tradycji czynienia wielkich obietnic i przechodzenia do następnego tematu. Znienacka ktoś chce widzieć czy pootwierane uniwersytety federalne, stanowe, municypalne, katolickie, protestanckie, prywatno-bezwyznaniowe i różne takie faculdades isoladas uczą czegokolwiek swoich studentów. Jak jest „A” to pojawi się więcej ambitnych studentów. Jak powtórzy się „E” to Ministerstwo zamknie kurs.

Gdy pierwszy raz provão dotarł na UFSC, wszyscy stawiali na sukces Inżynierii Mechanicznej. Najbogatszy kawałek uniwerku i pełen talentów. Ale nauczanie to gra zespołowa. Byliśmy przygotowani na sukces (kiedyś wdam się w szczegóły, które zresztą stoją na mojej witrynie, jeno że nie po polsku) ale Mecánica też miała wszystko by zdobyć swoje „A”. Utłukła ich demagogia. Studencki lud, podpuszczony przez dziwnej maści polityczków uwierzył, że taki egzamin jest niedemokratyczny i wzywano awangardę ludzkości do bojkotu.

Oczywista bzdura, bo egzamin, choć indywidualny i obowiązkowy (bez niego nie wydaje się dyplomu) ocenia kierunek studiów a nie studenta. Student dowiaduje się jaki był jego stopień ale poza nim nikt nie dowie się o jego wyniku. Notkę na podstawie średniej dostaje kierunek studiów. Bojkotujący student dostaje notę 0, podrzuca świnkę swojemu kursowi i w dodatku dopiero po kolejnym egzaminie, za rok, będzie mógł otrzymać dyplom. No i ci z Mechanicznego, grupowo, z dumą i ze śpiewem entraram numa fria - co u nas chyba nie oddaje się jako weszli w zimne, ale „spiekli się”.

No dobrze, ale jeśli to jest uniwersytet to gdzie pochowali się studenci oraz pracownicy administracyjni i naukowi?

Na plaży, moi kochani, na plaży. Było ciepło, był krajowy strajk, a Floripa to coś w rodzaju Sopotu. Z tą różnicą, że Atlantyk tu jest nieco cieplejszy od Bałtyku.

Oczywiście to niemożliwe, żeby 100% osób stąd zbiorowo udało się na plażę. Taka strajkowa jednomyślność nie istniała nawet we wczesnych filmach Eisensteina. Część ludzi chyba chciała pracować, co ich zmiotło z UFSC? Do wyjaśnienia tej kwestii służą dwa kolejne zdjęcia pokazujące dwa z pięciu wjazdów na estacionamentos (parkingi) głównej części uczelnianego terenu. Inne trzy były podobnie uzbrojone.

Straszne to co widać powyżej, no nie? Ale to co pokazuję poniżej jest jeszcze groźniejsze.

Te zapory nie do przebycia zmontował nad ranem Związek Zawodowy. I rektor ani ośmielił się myśleć o przebijaniu się przez to. Ciekawe? No to szczegóły następnym razem, bo funcionalismo público czyli zatrudniane przez rządy federalne, stanowe i gminne służby publiczne to niekrótka bajka. Z tej przyczyny rozstaję się z państwem serdecznie ale stanowczo, zostawiając przed odejściem jedną zagadkę finansową oraz jedno wspomnienie z pradawnych strajków. Zagadka brzmi tak:

kto na tych blokadach wygrał najwięcej pieniędzy?

A wspomnienie … nie, spokojnie. Jeśli wspomnienie nie wypłowiało doszczętnie w ciągu tych lat to może poczekać sobie cierpliwie jeszcze przez tydzień.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu