Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
Obsługa klawiatury, akcenty i przecinki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 14, 28/I/03

Dni tygodnia czy program życia?

Proszę państwa, bez długich wstępów wdajemy się w owe dni tygodnia. Nie można tyle czasu ociągać się z czymś tak prostym. Albo złapię byka za rogi albo rogi mnie złapią za byka.

Przy okazji. Poczyniłem obietnicę świeższej daty, dotyczącą innej zbitki językowej. Ona zasługuje zbitkę na mordkę ale chyba będzie trudniej wyrzucić ją z reklam siłą argumentacji niż ząb trzonowy z paszczęki siłą telepatii. Mówię o linii.

Jak systemy nerwowe państwa reagują słysząc o nowej linii produktów czy atrakcyjnej linii kredytów bankowych? Mój system reaguje źle i zachowam dla siebie wyrażenia, które posyła on do mego mózgu. Ale to chyba wynik mojego zboczenia zawodowego. Źle mi gdy używają linii jako synonimu kolekcji czy zestawu - ale specjaliści zawsze są nieco śmieszni. Pamiętam jak Kisia poszła ze swoim namorado do kina na Planetę Małp (a byli wówczas oboje studentami biologii) i wyszli zniesmaczeni „Co za bzdura” - pienili się - „pustynia, gorąco, pojawia się wreszcie roślinka - i korzeń ma tak krótki, że aż wstyd”.

Gdy sklep meblowy ogłasza „nową linię szaf” można sobie wyobrazić, że na początku mamy niedorosłą szafę na krótkie ręczniki, potem ustawiają się crescendo doroślejsze szafy na garnitury i suknie aż wreszcie jawi się okazała szafa na dorosłego strusia. Ale gdzie tam. Na zdjęciu stoją jakieś szafowe kurduple w sporym nieładzie i nie ma jak tego ustawić w linii kolorami czy ilością drzwi. A ceny ich mylą się z numerem telefonu.

Proszę państwa, bzdura ma już z osiemdziesiąt lat i przyszła zza oceanu. Oto okoliczności jej narodzin.

Jesteśmy w USA w latach 20-tych takiegoż wieku. Świat idzie ku lepszemu pod sztandarami nauki (wszystko wkrótce będzie bogatsze, zdrowsze i rozsądniejsze), Einstein choć Żyd to jest w modzie bo po pierwsze dostał w 1921 Nobla a po drugie udowodnił, że wszystko jest relatywne, o czym zawiadamiają kalendarze, dziennikarze i filozofarze. Rośnie pierwsze w świecie Społeczeństwo Kupowania Bez Potrzeby i motorem tego cudownego Ruchu są młodzi geniusze od reklamy. USA to imperium handlu i opakowań i jak coś dobrze opakować to ludzie kupią. Siada grono geniuszy przy stole i głowi się: jakie słowo przekaże wieść, że są nowe towary? Musi być naukowe, nowe, niewinne i krótkie. Ktoś podrzuca pomysł: linia! Bingo. Our line of products. I ludzkość już się nie uwolni od tego liniowego kleszcza.

Teraz już nie ma ucieczki od byka. Ale co za niesmak żeby w poważnym gronie gadać o takiej bzdurze. Czy potrafią państwo wyobrazić sobie coś logicznego i bezsensownego? Zaręczam, że przykładów jest bezlik, ale ze względu na podtekst nasuwa mi się esperanto. Tak, wiem co ryzykuję, ale jest szansa, że w tak małym gronie nie ma zdeterminowanych obrońców esperanta, którzy ogłoszą fatwah. Jeśli ktoś zażąda satysfakcji, to za tydzień mogę wyjaśnić skąd moje lekceważenie dla tej językowej kiszonki.

Więc portugalskie nazwy dni tygodnia to właśnie coś takiego. Jest logika ale brak sensu.

Czy pamiętają państwo nazwy owych dni w jakimś nie-słowiańskim języku? Pełna logika, no nie? Zaczyna się od Pana albo od Słońca (da się to utożsamić) i potem zjeżdża się po planetach - albo po pomniejszych bogach kojarzonych z tymi planetami. Monday od księżyca, Tuesday od boga wojny (czyli wyjdzie na to samo co we francuskim mardi, no bo Mars to bóg wojny - itepe.

A jak to po naszemu? Pełen bezsens. Zamiast dnia Boga - nieróbstwo, potem wspomnienie nieróbstwa, trzy dni od numerków, jeden od złego cięcia na pół i na dobitkę jakaś pamiątka z hebrajskiego.

Otóż portugalski ma zachodnią logikę i słowiański bezsens. Zaczyna się to przyzwoicie, jak we francuskim czy hiszpańskim: domingo a potem lecą targi: segunda-feira, terça-feira, quarta-feira, quinta-feira, sexta-feira. Czyli drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty targ. A więc w niedzielę jest pierwszy targ, ale nawet o tym się nie wspomina. A w sobotę? Nie ma targu, jest sábado.

Czy doczytują się państwo w tych uwagach drwiącego nastawienia do Portugalii i jej planu tygodniowych zajęć? Jeśli tak to proszę o zanotowanie gdzieś tej uwagi: wcale nie a nawet wręcz odwrotnie.

Chodzi mi o to, że ongiś imponowały mi duże i silne kraje, które same dla siebie i dla innych pisały swe legendy - więc byłem przykładnym anglofilem, usa-filem a nawet bardzo podobała mi się Polska od morza do morza, bez zbędnego zwracania uwagi na opinie Litwy, Białorusi i Ukrainy. Ale potem zacząłem przyglądać się historii naszego świata (czyli zachodniego, bo inne światy na długi czas wciepaliśmy do zachodnich safe'ów bankowych) - i zauważyłem, że współczesną historię napisały głównie dwa małe europejskie kraje.

Oba strasznie ciężko i dzielnie walczyły z tym samym żywiołem: morzem. Potem jednemu z nich powiodło się nieco lepiej, drugiemu gorzej, co popularna historiozofia przypisała odmiennym nastawieniom religijnym: ci wygrani byli protestantami, nieco przegrani - katolikami. Uprzejmie zawiadamiam, że nie kupuję takich prostych tez, myślę, że procesy były duuuużo bardziej złożone. Wśród nich był ten element, że pierwsi byli daleko od domu tak potwornie okrutni, że do dziś są wspominani w Indonezji z taką czułością jak u nas esesmani - a ci drudzy to nie żaden band-aid i mieli swoje potworki, ale tak średnio to się jakoś przed sądem czasów wybronili. Państwo od samego początku wiedzą, że mówię o Holandii i Portugalii? No to przepraszam za zanudzanie, po ostatnim bloku już państwo wiedzą jak określić po portugalsku takiego nudziarza. No to już sobie idę.

Até logo.


<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu