<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Proszę państwa, ongiś zastanowiłem się nad złośliwością, którą wysłowił szkocki poeta Andrew Lang. Nie wiem o kim on mówił, ale zwrot stał się sławny: He uses statistics as a drunken man uses lamp-posts - for support rather than illumination. Czyli: „używa on statystyk tak jak pijak używa ulicznej latarni: raczej dla podpórki niż dla oświetlenia”.
Ludzi to bawi, więc widocznie śmieszne jest, że ktoś ma używać materiału jako wsparcia mentalnego a używa go jako wsparcia fizycznego. Statystyki miały służyć jako autorytet naukowy a nie dla poprawienia samopoczucia w chwiejącym się świecie. Ale a czy nie robimy tego nagminnie z wszelkimi naszymi autorytetami?
To bardzo wzruszająca teoria, że gdy coś mi nie gra to szukam dzieł autorytetu z danej dziedziny i ustalam co i jak powinienem widzieć. Ale coś mi się podejrzewa, że tak to się ma do wyjaśniania realnych wątpliwości jak Dziesięć Przykazań do prowadzenia samochodu na tłocznej ulicy. Miło myśleć, że racjonalnie i uczciwie wybieramy sobie źródła informacji, ale przypuszczalnie praktyka jest nieco inna. Chciałbym, żeby było prawdą co Lutek kiedyś mówił, ale podobno wszystko to jest od rzeczy. No więc gorączkowo przypominam sobie kto mówił rzeczy podobne do głoszonych przez Lutka - i gdy odnajdę stosowny zapis w dziele prof. Wituły, oznajmiam, że mam poparcie autorytetów, które potwierdzają punkt widzenia Lutka.
Może wiercę się stale w kręgu pojęć i przekonań przechwyconych kiedyś i z czasem jedynie polepszam technikę ich obrony. Może i państwo tak czynią? I czytają mnie teraz tylko dlatego, że takie rzeczy czytali już od dziecka i wszystko to już doskonale wiedzą? Może więc nie ma żadnej potrzeby spełniania tej obietnicy o wyjaśnieniu jak lecą po portugalsku dni tygodnia?
Pan jest zupełnie odmienny ode mnie? I stale szuka nowej wiedzy? I nie ma dla mnie ratunku i muszę wyjaśnić czemu terça-feira to wtorek a nie to trzeci targ? No to gratulacje i cieszę się, że mam w moim gronie wzory do naśladowania ale proszę o umiar w entuzjazmie dla nowości. Za chwilę wyjaśnię o co mi chodzi, ale przedtem napomknę, że wiem jak to złożony i delikatny temat: zrównoważenie tego co jest znane i bezpieczne ale może być przynudne z tym co jest nieznane i pobudzające ale może być niebezpieczne.
Przy okazji: chato - czytaj szato - to jedno ze słów najczęściej jawiących się w rozmowie brazylijskiej. Podstawowe i dosłowne znaczenie: płaski to tylko czubek góry lodowej i mówię to po to by obudzić państwa, bo to zupełne błazeństwo mówić w takich warunkach o górach lodowych. A jeśli już państwo są obudzeni to proszę nie źlić się, obiecuję, że nie będzie tu więcej gór lodowych. Albo prawie nie będzie. Następnym razem zahaczę o linię, która jest jeszcze idiotyczniejsza od góry lodowej i dużo popularniejsza od niej. A wracając do chatisse (szatise) to chodzi właśnie o coś tak nudnego, że to aż irytuje. Que chato! to albo co za nudziarz! albo jakie to nudne!. Najkrótszą drogą do nudziarstwa jest powtarzanie się, ot, na przykład gdybym teraz wrócił do tej góry lodowej. Albo - zostawiając ją w spokoju - gdybym zaczął znowu mówić o górze lodowej.
Czy mam jakieś tam własne poglądy na temat tych zestawów bezpieczeństwo - przygoda czy rutyna - ryzyko? Chyba mam, ale co ja się będę wychylał. Poobrażałbym kupę ludzi. Bo w gruncie rzeczy myślę, że jeśli osoba dla normalnego działania potrzebuje ciągle nowości (nowe krajobrazy, nowe podpłomyki, nowa partnerka, nowy samochód) to mamy tu do czynienia z tremendo chato. Zamiast przyjrzeć się uważnie własnemu otoczeniu osoba woli spijać tylko soki z powierzchni, co jest jeszcze okropniejszą metaforą niż góra przepraszam. Nie będziemy mówić o lodach. Ale sprawa, jak każda góra, ma swoje dwa szczyty, ten u dołu i ten u góry. I utkwiło mi w pamięci co pisał kiedyś Romain Rolland (tak, noblista, ale daje się czytać) w szkicu o muzyce van Beethovena: że dla stworzenia wielkiego dzieła trzeba umieć zmieszać dwa czynniki: znane i nieoczekiwane.
Proszę nie nastawać o podanie oryginalnego cytatu, bo odtłumaczony z francuskiego czytałem ten esej po rosyjsku (wyjaśnienie dla synów i cór Makusynów i Makucór: to taki bardzo piękny język którym doskonale władało wiele kulturalnych osób, na przykład Puszkin i Putrament). Zafascynowało mnie to, że szkic miał wiele nut i rozważań muzykologicznych i technicznych zwrotów, muito chato, a tu znienacka Rolland używa normalnego języka, pospolitych słów i wyjaśnia w dwóch linijkach coś ciekawego i złożonego.
A czemu przestrzegam przed nadmiarem fascynacji nowościami? Przypomina mi się w takich chwilach historia podróży Einsteina do Brazylii w 1925 r. Towarzyszył mu w Rio niski, energiczny pan w garniturze, przewodniczący miejscowej Akademii Nauk. Zwrócił uwagę Einsteina swym zachowaniem, bowiem co jakiś czas wyszarpywał z kieszeni notatnik i ołówek i coś sprawnie zapisywał. Gdy scena powtórzyła się któryś raz z rzędu, Einstein w końcu spytał: „proszę mi wybaczyć ciekawość, ale co pan notuje tak często?” Satysfakcja rozlała się po obliczu dostojnika: „ ach, widzi pan, gdy mi przychodzi do głowy jakiś dobry pomysł to go szybko zapisuję, bo nie dowierzam mojej pamięci”. Na co Einstein miał odpowiedzieć: „zazdroszczę panu, bo ja miałem tylko jeden dobry pomysł w życiu”.
Wiedzą państwo, wydaje się że owa terça-feira znowu zostanie na przyszły wtorek. Que chato.
Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu