Zdalny kurs portugalskiego (z wymową brazylijską).
Obsługa klawiatury, akcenty i przecinki:

Andrzej Solecki, Florianópolis, SC, Brazylia

1998: Igor(3), Adrian(5), Andrzej(55)

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu

Blok 10, 17/XII/02

Suita kalendarzowa w es-moll z udziałem karpa i piranii

Dzieńdobry. Co się stało z pańską ręką, zesztywniała? Pan ją od tygodnia ma podniesioną, żeby zadać pytanie? Ależ trzeba było krzyczeć natychmiast, ja zostałbym jeszcze dodatkowych pięćset bajtów, przecież to jest niesłychane, żeby tkwić z podniesioną ręką i z niezadanym pytaniem od poprzedniego wtorku. Czy pańscy koledzy mogliby pomóc opuścić tę dłoń? Doskonale. A więc jakie ma pan pytanie?

Ach, chodzi o te pożegnanie até a próxima terça-feira? Zgoda, terça to trzecia, feira to targ, więc czemu trzeci targ jest wtorkiem?

Rozumiem i podzielam pański smutek. Po tylu latach życia w Brazylii to mi ciągle niedogadza. Za chwilę wezmę się za objaśnianie tego bałaganu, ale przedtem chciałbym wyjaśnić pewien drobiazg związany z typografią i grafiką, którą mają państwo na monitorze. Ale jeśli państwo słusznie sądzą, że to strasznie nudne, to proszę przeskoczyć o parę akapitów do przodu i w dalszym ciągu myśleć, że pewne niedociągnięcia formalne mojego kursu są zawinione przeze mnie. Jako że jestem całkiem niewinny będę milczał z kamienną twarzą, no, może raz na 15 minut coś zaględzę, że życie nie jest sprawiedliwe, ale o kamieniach to porozmawiamy trochę później.

Chcę wyjaśnić, że mam kłopoty z napisaniem tu tłumaczenia na portugalski słowa trzy. Ma ono w środku „e z daszkiem”. Wypisuje się to w rozszerzonym ASCII numerem (w notacji dziesiętnej) 234 a w kodzie HTML symbolem „&#234;” lub znaczkiem „ę”. No i jak to napiszę to państwo ujrzą ogonek pod e a nie daszek nad e. Rzecz w tym, że na początku kodu HTML jest informacja czy pisze się w jednym z języków Europy wschodniej (kodowanie iso-8859-2) czy też zachodniej (kodowanie iso-8859-1). Gdybym podał tam owe iso-8859-1 to „ę” stało by się „e with circumflex accent” czyli miałoby śliczny daszek, ale na przykład zamiast „ą” oglądaliby państwo znak „plus-minus”.

Czy nie ma wyjścia z tego bałaganu? Są różne, ale chodzi o najprostsze. Istnieje już nowy sposób kodowania unicode ale to taka postępowa idea, do której istniejące przeglądarki nie dorosły i wychodzą świństwa i znaki zapytania. Jest możliwość pisania w LaTeX-u i załączania rezultatu jako grafiki - wtedy mogę napisać najdziwniejsze literki na świecie tuż obok siebie, coś w stylu

ale tekst byłby zapaskudzony małymi plikami graficznymi - albo też musiałbym całość pchnąć w formie dużego pliku o rozszerzeniu ps lub pdf. Żadna z tych możliwości nie bawi mnie, więc ostanę się przy prehistorycznej notacji w postaci „e^” i jak komuś to bardzo jest potrzebne to sobie popchnie mentalnie daszek w lewo i po ptokach.

A jak już wdałem się w techniczne wyjaśnienia, to dodam jeszcze, że będą państwo od nich wolni przez parę tygodni, bo gadanie o portugalskim z niemiłymi akcentami filozoficznymi nie kojarzy się dobrze z karpem po żydowsku i z cekinami, w których podmarznie pani w pupe w noc sylwestrowa.

A tamten karp - gdyby to ode mnie tylko zależało - to do dziś by pływał w wannie. Tata mi kazał go ubić. Może myślał, że w ten sposób stanę się mężczyzną. Dziś wiem, że nie był wcale najgorszym ojcem, bo są tacy co dla wydoroślenia syna prowadzą go do burdelu, a mój nigdy w takie idiotyzmy nie wdawał się. Raz mnie tylko zapytał czy mam kogoś, więc żeby go uszczęśliwić powiedziałem, że mam, ale w Świebodzinie więc nie przyprowadzę do domu. Wydawał się zadowolony i spytał czy uważam. Nic mnie nie kosztowało dodanie elementu do fikcji. Ajoelhou, tem que rezar (padł na kolana, musi się modlić - czyli tak naprawdę po naszemu jak powiedziałeś a to mów be.) Więc powiedziałem, że uważam. Z widoczną ulgą, że nie musi wchodzić w technikalia dodał jeszcze, żebym nie wdawał się w brzydkie zabawy z chłopakami (chyba jakieś wspomnienie z dzieciństwa go trapiło, bo był przy tym bardzo serio), ale zapewniłem go, że nie ma obawy. W tym punkcie to nic nie wymyślałem, bo zawsze byłem jakiś dziwny i wolałem towarzystwo dziewczynek niż sesje rechotowe z chłopakami.

Aha, ale z karpiem to tak sobie średnio to powiązane. Więc wyłowić go z wanny nawet wyłowiłem, ale jak wziąłem młotek i popatrzyłem na niego to on popatrzył na mnie. Zepsuło to całkiem nastrój naszego międzygatunkowego kontaktu i skryptu nie dało się już odegrać. Wrzuciłem go do wanny. Będę kiedyś musiał spytać Baśkę czy ona też miała dorośleć przy zabijaniu karpa czy też to czysto męski rytuał.

Dziwne, przy piraniach nigdy nie miałem wahań. Ale po pierwsze ich spojrzenia są mało przyjazne, po drugie nie mogłem codziennie jeść ryżu z mięsem aligatora. Jakby nas złapali to zabraliby strzelbę i łódkę. Nie, ryż nie jest pod ochroną. A po trzecie to one są strasznie smaczne.

I myślę sobie - stary Bush chyba nigdy nie patrzył karpowi w oczy. Ta historia z rozpyleniem benzyny nad iracką dywizją i błyskawicznym spaleniem paru tysięcy młodych ludzi - po nawiązaniu kontaktu wzrokowego z karpem trudniej jest podejmować takie decyzje.

Wie pan co? Odchodzi mi ochota na tłumaczenie czemu tu czwartek nazywa się piątnik a piątek szóstnik, bo tak sobie myślę. Tamtem przygłup zrobi koniec świata tylko po to, żeby pokazać, że jest postęp i że on jest mocniejszy od jego taty. I wtedy wszystkie kalendarze będą takie same. A nawet jeśli przeżyjemy to kawałek nas umrze w tych piaskach Babilonii. Historie z tysiąca i jednej nocy nie mają mniej realizmu niż Biblia. Harun al-Raszid przechadzał się z sakiewką. I z katem. Był tyranem. Był mecenasem sztuk i nauk. Założył Dom Mądrości czyli Akademię Nauk. Zatrudnił al-Chowarizmiego. Ale my to obrócimy w piach, bo tam jest tyran. I wszyscy wiedzą, że gdzie indziej nie było tyranów. Soso to był swój chłop.

Więc jeśli w takim nastroju jestem w pobliżu końca roku, to państwo chyba ucieszą się, że następnym razem spotkamy się siódmego stycznia, już w następnym roku. Tomara que ele aconteça. Miejmy nadzieję, że on nastąpi.

<-<-   spis   ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu