<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
Najbardziej w owych prastarych sporach zajmuje mnie nie jedno z dwóch stanowisk ale trudność z oddzielaniem bzdury od sensu. Prosty przykładzik wyjaśni moją uwagę. Podam państwu pochodzenie dwóch słów. Jeśli ktoś z państwa zna już jedną z tych historyjek, to gratulacje bo cierpienie filozoficzne znika. Ale pozostałe osoby, nawet słysząc ode mnie, że jedna z tych historyjek jest zupełnie prawdziwa a druga jest czystą bzdurą, wymyśloną przeze mnie przed paru chwilami, wcale nie będą miały łatwego zadania z oddzielaniem prawdy od wymysłu, bowiem prawdziwa prawda jest tak bzdurna jak mój prawdziwy wymysł.
Opowiem o pochodzeniu słów album i kangur.
Gdy 16-letni król Francji Ludwik XV (wnuk słynniejszego Ludwika XIV) przyjmował posła Imperium Otomańskiego, przysłanego z osobistą misją przez sułtana Ahmeda III, onieśmielony poseł upuścił na podłogę dokumenty oprawione w okładkę ze skóry z rycinami. Młody król zażartował z cicha „al bum!” naśladując dzwięk upuszczonej teczuszki. „Al bum” skwapliwie powtórzył poseł. Ale dworzanie nie usłyszeli kpinki króla i przyjęto, że słowo „album” oznacza ten typ teczki.A skoro mowa już o bardzo dziwnych zwierzętach, to nie tak dawno poznański fizyk W. G. przypomniał mi o zupełnej aberracji, o kimś kto przedstawiał się publicznie jako „były członek z ramienia Partii”. Zastanowiło mnie natychmiast, że taka deformacja powinna być bardzo niewygodna. Dużo rozsądniej zachowywują się osobniki w pewnym gatunku pająków, które kopulują za pomocą łokcia, bowiem ich ukochane w czasie gry miłosnej tracą umiar i starają się pozbawić ukochanego jego jedynej głowy. Oczywiście nieortodoksyjna pozycja łokciowa zapewnia lepsze szanse przetrwania niż pozycje nakazywane przez Kama Sutra oraz przez filmy z Hollywood.Gdy kapitan James Cook ujrzał w Australii dziwne zwierzę z torebką na brzuchu, a w torebce było podobne dziwne zwierze z torebką na brzuchu, zapytał tubylców: „jak ten zwierz nazywa się?” Ale mówił do nich po angielsku, więc oni po swojemu odpowiedzieli mu „co ty mówisz?” czyli „kan ga roo?” „Ach, kangur, świetnie” podziękował im uprzejmie kapitan Cook i odpłynął w siną dal.
Ale wróćmy z tych obrzeży patologii do zdrowego centrum. Tym bardziej, że od paru tygodni obiecuję zajęcie się nim. Kim nim? Nim punktem. Idzie o środek koła, nieprawda? Prawda. A jak łatwo rysujemy koło na piasku? Wbijamy tyczkę, raźnie łapiemy ją prawą ręką i powolutku zaznaczamy stopami na piasku taniec dużej wskazówki zegarka. Gotowe. W środku jest tyczka. Kentro po grecku. Centrum po łacinie. Centro po portugalsku.
Mam tylko małą prośbę. Proszę nie wsypać mnie w towarzystwie matematyków i nie opowiadać, że ten zaznaczony szlak ja nazwałem „kołem”. To spory zawodowy grzech i młodzi matematycy śmieją się gdy to słyszą. Prawdziwy matematyk w takiej sytuacji nie mówi „koło” ale „okrąg”.
A skoro wdałem się w przeciwności co są tak bliskie sobie, to może zauważę, że nie od dziś święte i świeckie bardzo blisko siebie mieszkają. I nic w tym dziwnego, bo świeckie chętnie by sobie zapewniło fotel w nieskończoności, a święte, choć nieskończoność ma dla siebie zagwarantowaną, doraźne wyniki chętnie by widziało szybciej i łatwiej. Na ogół na te tematy dość starannie milczę, z tych samych przyczyn, dla których odganiam moich młodzików od patelni gdy smażę naleśniki: „kochany, jak nie możesz pomóc to przynajmniej nie przeszkadzaj”. Ale tym razem mogę pomóc więc praktyczne porady dla Ojca Rydzyka przedkładam.
Jeśli dobrze rozumiem, ten rzutki pan lubi płacić co powinien szybko i bez komplikacji. Wyciąga z kieszeni parę milioników, kładzie na stole i nie mówi się więcej o zawartym interesie. Jak gdyby notatki pełne liczb były materialistycznym zwyrodnieniem.
Otóż gwarantuję, że w księgowości nie ma nic bezbożnego. Moje zapewnienie opiera się na tym, że za twórcę współczesnej księgowości (czyli buchhalterii, jak w Galicji jeszcze mawiają) uważa się mnicha Lucasa Pacioli. Jego dzieło, w roku 1494 opublikowane, cenne jest dla matematyki bowiem ujemne liczby wprowadza prawie tak samo jak czyni się to dziś w wykładach z arytmetyki, cenne jest w księgowości bo podsumowywało co przez 200 lat w trawie piszczało ale z trawy wychynąć nie chciało - ale i Kościołowi niemiłe nie było, boć w głęboko chrześcijańskim duchu przez sługę Bożego napisane zostało. Tak więc zanotowanie skąd pieniądz przychodzi i dokąd idzie nie jest żadną tam herezją świecką czy post-komunistyczną.
A po drugie, nawet jak się ma poglądy filozoficzne i społeczne z XIIw. to można bez żadnych konfliktów używać systemu bankowego z XXIw. Zachęcam do przyjrzenia się praktykom handlowym Saudyjskich Wahabitów.
Zdaję sobie sprawę, że moje uwagi mogą sprawić, że nigdy nie otrzymam zaproszenia na wygłoszenie gawędy w „Radio Maryja” ale to i dobrze bo naprawdę nie mam niczego do powiedzenia pięciomilionowej rzeszy słuchaczy. Mój ostatni dialogowy kontakt z tłumem miał miejsce w Brasílii przed wielu wielu laty i źle się skończył. Studenci z Universidade de Brasília mieli wiec strajkowy w nastroju pikniku i było tam podobno koło 4.000 głów ale ja widziałem tylko bezhołowie i bezmyślność. Więc spytałem organizatorów czy wszystkie przemówienia są nagrane czy też można mówić na żywo a w dodatku nie wedle skryptu. Nieco zaskoczeni dopuścili mnie do mikrofonu a ja z właściwą mi delikatnością i łagodnością w ciągu paru minut wyjaśniłem ludowi, że takiej kupy bzdur to chyba w życiu nie słyszałem. Ludzie byli tak zaskoczeni, że ani „buuuu” mi nie zrobili ani żywym jajkiem we mnie nie cisnęli lecz przez pół minuty w milczeniu siedzieli i nawet na trawkę przeszła im ochota. A potem to wielu z nich nieco niechętnie ale jednak kłaniało mi się po korytarzach.
Czemu więc mówię, że to się źle skończyło? Otóż na wiecu byli dziennikarze z miejscowej prasy - i to co usłyszeli i zrozumieli to w swoich dziennikach opisali. I oczywiście nie miałem jak wywiedzieć się co oni usłyszeli, ale było zupełnie jasne, że z tego co usłyszeli nic a nic nie zrozumieli. I sądzę, że byli bardzo rozdrażnieni moim wystąpieniem, bo reportaż z wiecu był już gotowy poprzedniego wieczoru, a tu z powodu jakiegoś nieodpowiedzialnego gringo trzeba było poprawki nanosić.
Łatwo sobie wyobrażam ilu miałbym dziennikarzy w tłumie pięciu milionów radiosłuchaczy i co za bzdury by oni nie relacjonowali o mojej gawędzie. Byłoby to niemiłe, bo w tym moim gadaniu bzdura to jest moje narzędzie pracy i nikomu jej nie pożyczam. Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu