<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu
To wszystko dlatego, że mam skłonność do zapominania o moich obietnicach. Freud to wyjaśnia, bo w jedenastej klasie chciałem obiecać mojej ślicznej koleżance małżeństwo ale ona mi wyjaśniła że chętnie zawrze małżeństwo ale z kimś całkiem innym. Muszę jej pogratulować, bo jak weszła w małżeństwo to nigdy z niego nie wyszła. W naszych czasach to jest znaczny ewenement, ale ja mam z tej przyczyny uraz do obietnic. A przecież to nie była wina obietnicy a Jadźki Korcz, co nie chciała Brazylijczyka.
Przed tygodniem niebacznie złożyłem obietnicę powrotu do miliona. Przez pół nocy myślałem co ja z tym zrobię i koło trzeciej nad ranem wymyśliłem te ziemniaki z celofanem. Dzięki temu mamy tu prawdziwy transparent czyli przezroczyźnik. Jako pierwszy w Kraju transparent zgodny ze swoją etymologią ma prawo do tytułu pierwoprzezroczyźnika czyli prototransparentu. To nawet nieźle brzmi: prototransparent z bazą ekologiczną. Łatwo przetłumaczyć na angielski.
Czy pamiętają państwo, że na codzień mówię prawie po łacinie? No więc transparente (właśnie: wymowa to „transpareńci”) czyli przezroczysty latało mi koło ucha bez przerwy z lewa w prawo i na odwyrtkę, bo w okresie wyborów jest to najukochańszym słowem polityków. To też jest coś dla Freuda, bo oni myślą, że obiecują: „tu wszystko będzie widoczne jak przez szybę”, ale myśl im rozpłaszcza się na tej szybie i zamiast obiecać „to co będę robił w moim gabinecie wszyscy zobaczą bo moje ściany będą przezroczyste” obiecują co im na dnie duszyczek leży i mówią: „moje działania będą przezroczyste”. Innymi słowy: „gówno zobaczycie”.
Ale politycy obrażają moją inteligencję raz na dwa lata (dopiero w 2004 pozbędę się mojej okropnej burmistrzki, może zatrudnią ją potem w jakimś filmie z Cartoon Network) a reklamy robią to na codzień. Głębokie analizy socjologiczne twierdzą, że kobiety bardziej lubią zakupy bo znajdują w sklepach szczęście, które zagubiło się gdzieś między zlewem a pralką, ale myślę, że prawda jest inna. Jak po ulicy idzie słoń z napisem „żyrafa” to kobiety wołają „o, słoń!”, a mężczyźni „o, tu napisano: żyrafa!” Przez jakiś błąd skali mężczyźni zamiast widzieć rzeczywistość wolą czytać o niej - i trzeba przyznać, że jak idzie się na zakupy i czyta się wszystko po drodze to atak wściekłości jest zagwarantowany.
Pewnego dnia rozsierdziły mnie te busdoors. Owszem, to wyśmienity pomysł, żeby zalepić tylnie szyby miejskich autobusów sporymi reklamami majtek w ich ekologicznym habitacie czyli w naturze. Przedtem przez taką szybę dzieci w autobusie robiły dzikie miny do kierowcy z następnego samochodu. Kierowcę rozbawiało to i pokazywał dziecinkom jak się robi króliczka z ośmiu palców i musiał trzymać kierownicę rękoma żony. A teraz to przynajmniej patrzy na te majtki i myśli: „muszę po zebraniu odebrać mojego syna ze szkoły”. Ale nazwanie tych reklam „drzwiami autobusowymi” ma pewien element przesady.
Myślę, że jakiś spec od marketing nigdy nie dowiedział się, że te reklamy przydrożne mają taką nazwę bo angielskie outdoor czyli „poza wrotami” znaczy po prostu „na wolnym powietrzu”. Może wyobraził sobie: „out to powietrze, więc jak reklamy są w powietrzu to mamy outdoors, a jak przylepimy je do autobusu to będą busdoors ”.
Myśląc jeszcze o owych niewymownych a wyżej wymienionych usłyszałem w sklepiku pytanie sprzedawczyni: „qual Coca-Cola, pequena ou um litrão? Czyli która Coca-Cola, mała czy litrzysko? Tyle razy słyszałem już ten kretyński zwrot, ale dopiero teraz, nałożony na podkład „outdorsów” wprowadził mnie w stan depresyjny. I myślałem sobie: jak tu oczekiwać, że moi studenci będą mówili ze mną ludzkim językiem, jeśli ich ciąg myśli nigdy nie jest dłuższy od jednego odcinka telenoweli, książki służą im tylko jako stołeczki przy docieraniu do górnej szuflady a na codzień zalewani są koszmarami o dwulitrowych „litrzyskach” i „rocznicach książeczki oszczędnościowej” odbywających się raz na miesiąc
I wtedy przypomniałem sobie Roque Laraia. Wspaniały antropolog z UnB (Universidade de Brasília). Zapadło mi w pamięć jego opowiadanie o tym jak zazwyczaj zaczyna kurs dla świeżo przyjętych studentów. Pyta ich: o que é um avião? Czyli co to jest samolot? Dzieci przypominają sobie zabawne definicje o aparacie cięższym od powietrza co jednak lata, opowiadają historyjki o kabinie pilota i pierwszej oraz drugiej klasie, a on śmieje się i mówi: avião é uma grande ave. É o aumentativo de um substantivo. Samolot to duży ptak. To zgrubienie rzeczownika. I dodaje: jeśli ktoś chce być antropologiem to musi mieć ucho bardzo wyczulone na to co do niego mówią.
Jak się dobrze nad tym zastanowić, to największym dziwactwem w polskim języku jest odfrancuska awionetka, bo najpierw łacińską avis zgrubiono do avion a potem ścieniono do avionnette
No i pomyślałem sobie: fajnie, a co to jest milhão ? Sporawy mil Więc jeśli milion może być przygrubym tysiącem, to nie ma niczego złego z podwojoną litrówką, która staje się litrzyskiem.
A o centrum nie zapomniałem ale zostawię je na potem. Może ten punkt się powiększy. Nie takie rzeczy już zrobiono w matematyce. Czy nigdy nie słyszeli państwo o aksjomacie Steinhausa? Przez każde trzy punkty przechodzi prosta, o ile jest dostatecznie gruba.
Dziś nie opowiem też więcej o Roque de Barros Laraia tylko podpowiem, że czyta się go „hoki dzi bahos laraja”. I ani mi w głowie opowiadać jak się wymawia popularne tu imię Ruy. Pamiętam jeszcze wyraz twarzy Wacka gdy przedstawiłem mu w Brasílii mojego studenta co nazywa się Ruy Seimetz. Gdy odeszliśmy parę kroków Wacek spytał mnie „słuchaj, jak się nazywa ten człowiek?!” Dziwne, znając owe imię od wielu lat, uprzednio nigdy nie usłyszałem polskim uchem tego dźwięku
A więc do następnego zalogowania? Proszę uważać z tą samogłoską „o”! Até logo.
<-<- spis ->-> | Makutryna | ja: tu lub tu